A weź się zamknij -Tak na chwilę

We wczesnych latach życia, nie rozumiałem jak ranić mogą słowa i wcale nie mam namyśli żadnych obraźliwych epitetów kierowanych w stronę drugiej osoby. Najzwyklejsze wyznanie miłości „kocham cię” mogłem zastąpić słowem „gówno”, co w ogólnym rozrachunku wpływało w identyczny sposób na otaczający nas świat…

Porównałbym wszystko do magicznego słowa „amen” wyczekiwanego z utęsknieniem przez modlące się dzieciaki i nie tylko, bo przecież spora rzesza wiernych wypowiada Amen nie rozumiejąc znaczenia tego słowa. Równie dobrze podczas otrzymywania „ciała Chrystusa”  jakiś wierny mógłby wypowiedzieć zwykłe „Dziękuję” lub „Cement” skoro zamiast Amen, wypowiadają ament… Niechaj się stanie hejt ze strony „zagorzałych patriotów” znających znaczenie tego słowa -choć większość z nich i tak nie przyzna, że dokładnie w tym momencie uruchamia wyszukiwarkę w celu zaczerpnięcia dalszych informacji.

Ilość słów…

Większość z nas, a mamusia ukochanej to już na pewno, popada w swego rodzaju wariację początkujących… Przychodzi ona w najmniej oczekiwanym momencie. Zarówno wariacja jak i teściowa zjawiają się, by oznajmić jak ważne dla naszej przyszłości będzie spożywanie świeżo wyciśniętych soków, powstałych dzięki urządzeniu codziennie reklamowanym na popularnym kanale zakupowym. I ot tak, bez wcześniejszego uprzedzenia Kant zostaje przymuszony do słuchania jak to sok pomarańczowy w połączeniu z korzeniem pewnej rośliny wpłynie na nasze życie intymne. I tu teściowa nie skłamała, bo przez czas wygłaszania swej przemowy wskaźnik pożycia małżeńskiego wynosił zero, a zaraz po wyjściu drgnął nieznacznie na widok ukochanej znajdującej się pod prysznicem…

Posiadanie sokowirówki w jakiś magiczny sposób pozwala teściowej na dołączenie do grona profesjonalistów, a samo bycie w tym zacnym gronie zezwala na informowanie wszystkich dookoła o naszych wybitnych osiągnięciach. Podobnie zresztą jest z początkującymi wegetarianami, prawnikami, lekarzami. itp… W wielu przypadkach ilość słów przekracza przyjęte normy jakimi kierują się zawodowcy, którzy o swojej pasji wspominają tylko na wyraźną zaczepkę ze strony ciekawskich osób. Zapewne z tego powodu podczas ostatnich mistrzostw europy w mordobiciu zostałem zmuszony do zbierania szczęki z brudnej podłogi. Nie to żebym otrzymał jakieś mocne uderzenie porównywalne z lewym prostym Kliczki, lecz efekt był podobny. W szklanym ekranie leciała właśnie relacja z tych mistrzostw, ku kantowemu zaskoczeniu reprezentantem Polski okazał się znajomy z pracy. Kiedy wrócił zapytałem ze złością w głosie, dlaczego nic nie wspominał o swoich nadzwyczajnych umiejętnościach. Odpowiedź okazała się bardziej zaskakująca niż sądziłem – A o czym tu gadać, wchodzę na ring, nie daję się uderzyć i po dziesięciu minutach schodzę z pasem…

Jakość słów…

Osobiście wzbraniam się przed wypowiadaniem słów, by ich głównym zadaniem nie była ucieczka gdzieś w niepamięć. Co bardzo często zdarza się, gdy ktoś próbuje wmówić nam jakim to wielkim poświęceniem wykazałby się w razie potrzeby. „Dla ciebie zrobiłbym wszystko” większość kłamców zaraz po wypowiedzeniu tych słów wycofuje się ze złożonej obietnicy. Wystarczy takiego osobnika poprosić o zaprzestanie dalszego kłamania. Co automatycznie skutkuje wymyśleniem tysięcy pozytywnych sformułowań utwierdzających nas samych w mylnym przekonaniu jacy to ważni dla kłamcy jesteśmy.  Za słowami muszą iść czyny, a kiedy czyny kończą się w momencie wypowiedzenia deklaracji, słowa oznaczają dokładnie to samo co każde inne słowo- chociażby wspomniane na samym początku gówno. To tak jakby miłości wyrazić słowami – Choć kobiety bardzo często usiłują nas facetów przymusić do wygłaszania monologów, na ten temat. Kocham cię to tylko słowa, które nie potrafią kochać, koniec i kropka z wykrzyknikiem…

To czyny a nie słowa…

Decydują kogo szanujemy i jak odbieramy daną osobę. Z tego powodu nie rozpowiadam wszystkim jaki to z Kanta znany bloger jest… Co lepsze, nie uważam, że samo bycie blogerem jest jakimś nadzwyczajnym osiągnięciem bym mógł zawracać na codzień zapracowane tyłki, które to są przytwierdzone do komputerów niczym Brad pitt do Angeliny Jolie. Jednak i to nie jest przyczyną braku tekstów o zidiociałych tytułach „Jestem blogerem a ty nie” lecz powściągliwość jaką kieruję się w życiu osobistym. Otóż  zostałem wychowany według pewnej zasady „więcej rób mniej mów” i głownie z tego powodu stale powstrzymuję usta przed wypowiadaniem nadmiernej ilości bezsensownych słów… Tak naprawdę jestem tylko zwykłym facetem oglądającym youtuba, czytającym cudze blogi i książki, który to od czasu do czasu znajdzie wolną chwilę, by napisać kilka tekstów…  Pomimo tego z jakichś nieznanych powodów blogerzy uznawani są za niezależne źródełko, które to w jakiś nadzwyczajny sposób wpływa na podejmowane decyzje przez innych. I właśnie dzisiaj, dokładnie w tej chwili chciałbym wykorzystać tą nadprzyrodzona moc manipulowania, otóż to ukochani z własnej i przymuszonej woli możecie wyrazić swoje zadowolenie lub też niezadowolenie udostępniając  wpisy waszych ulubionych twórców, czy też zapłacić im lajkami za miło spędzony czas. Lecz zanim to zrobicie kliknijcie tutaj i zróbcie to do czego zostaliście stworzeni… Tak wiem, jestem złym człowiekiem…

 

Tajemnicza lista

Od miłości dzieli nas tylko jeden mały krok.

Pin It on Pinterest

Share This

FreshMail.pl