Zaznacz stronę

Nie jest różowo. Nie jest nawet szaro. Jest zielono. A dokładnie, to w nosach moich dzieci skumulowało się bardzo dużo mojego ulubionego koloru. Tak, macie rację, piszę o smarkach. Sorry, taki mamy klimat, że smarki występują z wyjątkową częstotliwością. Nic nie poradzę. No lekarz nie poradził to ja bym miała? Bez przesady…

Miało być o nic nie robieniu i będzie! Hurra, napiszę co zakładałam napisać, pierwszy raz od… początku istnienia tego bloga! Smarki jednak odgrywają kluczową rolę w tej historii. To będzie opowieść dla ludzi o mocnych nerwach i jeszcze mocniejszych żołądkach. Pozostali niech idą sobie zrobić herbatę, czy coś… Poszli? To teraz do wyjścia skierują się zwolennicy wychowywania w warunkach sterylnych (bo nie mam ochoty na wizyty sanepidu) i babcie od trzymania wnuków pod kloszem (to przez wzgląd na Wasze słabe serca). Wrócić możecie za jakieś trzy może cztery akapity, nie wcześniej. Reszta siedzi wygodnie? Popcorn gotów? To zaczynamy 🙂

Ani wczoraj ani dziś nic nie zrobiłam. Nie było gotowania, prania, prasowania. Nawet nie zmywałam. Nic. Obiad ugotował tata. Trzeba mu tylko było podać nr do knajpy z pierogami… Góra prania rośnie do teraz i pewnie za moment osiągnie takie rozmiary, że trzeba będzie odgruzować łazienkę . No trudno. Teraz podłoga… No podłoga to już tak się klei, że dzieci poruszają się w zwolnionym tempie- dobra, to akurat plus, więc skończmy temat, zanim pomysł mi się spodoba na tyle, żeby na stałe wyrzucić mopa z domu. Co to jeszcze było? Aha, zmywanie. Kupiłam sobie jakiś czas temu serwis obiadowo-kawowy. Na dwadzieścia cztery osoby, więc jeszcze na trochę wystarczy. A poza tym, kto powiedział, że dziecko nie może popijać bobofruta z kieliszka do wódki!? Jak więc widzicie, nic nie robię. Bo moje dziewczyny postanowiły dać mamusi odpocząć od garów. Próbowały nawet od kąpieli, ale byłam sprytniejsza.

Tak oto powstała lista rzeczy, które matka robi kiedy nic nie robi:

  1. Siedzi. Ale nie sama. Nawet nie jednowarstwowo, bo by było za wygodnie. Siedzi i utrzymując, na zmianę raz 15 raz 25 kilogramów ciała obcego na własnym brzuchu, ćwiczy jego mięśnie. Jak? No bo skoro mama już siedzi, to czemu by jej nie położyć i sobie po niej nie poskakać? Przecie tak fajnie mówi kiedy jej 40 kilo (bo skakać, jak nigdy jednomyślnie, postanowiły razem) na przeponę naciska co pół sekundy. . . . . . . Tak, mam zakwasy.
  2. Rozwija się. Uczy się (nie się, ale niech będzie) wymawiać kibelek, głoskować biedronkę. I próbuje zapamiętać wszystkie imiona z Wielkiej Księgi Czterdziestu Siedmiu Księżniczek (nie szukajcie, jeszcze nie wydana). No więc mój rozwój przybrał w ostatnich dniach kierunek raczej wsteczny.
  3. Przytula. Nogą, ręką. W kuchni (znalazłam się tam tylko po socek), w łazience-tak, dobrze myślicie, siedząc na w/w kibelku, na drapaku dla kota (nie ważcie się pytać…). Przez większość czasu miałam wrażenie, że przytulają tak mocno jakby to robiły na klej. I to był klej, we wspomnianym wcześniej,moim ulubionym kolorze. I wspomnianego pochodzenia. Stąd też szybko rosnąca góra prania w łazience, która teraz już pewnie skutecznie blokuje dojście do pralki, więc wnioskuję, że z tegoż właśnie powodu za szybko nie zniknie. Pozostaje wynosić na balkon, w partiach nie większych niż 5 kilogramów.
  4. Dowodzi. Dowodzenie Centrum Rodzinnej Rozrywki w Stanach Chorobowych, czytaj pilotem, opanowałam do perfekcji. Umiem oglądać Teletubisie i Krainę Lodu w trybie 5 minut na 5 minut i kojarzyc fakty. Nauczyłam się też, że bycie rozjemcą w walkach o pilota skutecznie wspiera bycie wyższym niż wwalczący, ale to tylko w odległości co najmniej 1 metra od sprzętów, na które można by się wspiąć i dobrać się do matki.
  5. Walczy z uzależnieniem. Zapomnij o kawie, książce (innej niż taka z obrazkami) i wyjściu na fajkę. Tyle. Ale nadrobi.
  6. Bawi się w podchody. Ale nie dla zabawy. Kombinuje i wymyśla coraz to nowe sposoby jak złapać niespełna dwuletnie dziecko, żeby nos mu wytrzeć. Ewentualnie, jak namówić, żeby chociaż samo ten nos w rękaw wytarło.
  7. Ignoruje. Nie zwraca dzieciom uwagi, że jedzenie płatków z podłogi jest niehigieniczne. To mogłoby skutkować płaczem buntowniczym, co z kolei mogłoby prowadzić do namnożenia koloru zielonego w nosach, ucieczką za kanapę i wycieraniem kulfonka o zasłony (rękawy zrobiły się już lekko sztywne po skutecznych namowach do samoobsługi, więc potrzeba matką wynalazków, co nie?)
  8. Szantażuje i jest szantażowana. I tutaj przedstawię dialog z moim starszym dzieckiem, siedmioletnim prawie, boleśnie prawdziwy;

W roli drugoplanowej ryba zapiekana ze szpinakiem i ryż.

Matka: Jedz skarbie. Jak nie będziesz jeść to nie będziesz miała siły, żeby wyzdrowieć.

Młoda: Nie chcę. Nie zjem. Możesz mnie nawet przez pępek próbować nakarmić. Nie chcę!

Daj mi telefon, zadzwonię do babci i powiem, że mnie zmuszasz!

Koniec

Niewiarygodne, co? Ile to się trzeba nawysilać, nakombinować, jaką kreatywnością wykazać. Sam spryt jednak nie wystarczy. Chore bestie bywają sprytniejsze, niż na pierwszy rzut oka wyglądają. Zwłaszcza takie co leżą na kanapie, pod trzema kocami, zmożone gorączką, z zatkanym nosem, gardłem obolałym i niezdolnym do przełknięcia kawałka chleba z szynką po trzy dychy za kilo. Nie wierzyć, nie ufać! Nie próbować dostać się do szafki kuchennej, gdzie się dla siebie schowało tabliczkę białej czekolady. Nie da się wmówić takiej, że to papierek od masła tak szeleścił, bo mama, ja widziałam, że ty masz tam czekoladę i też chcę!  Szlag…

No i najważniejsza sprawa. Matka musi być szybka, zwinna i gibka. Matka musi udawać bohaterkę rodem z Matrixa lawirując pomiędzy fruwającymi wirusami, bakteriami. Samo mydło antybakteryjne i ciężarówka rutinoscorbinu nie wystarczy. No bo jak się matka pochoruje, to kto to wszystko (patrz lista u góry) będzie robił??

Pin It on Pinterest

Share This

FreshMail.pl