Drugie urodziny młodego…

Z organizacją kosmicznego przedsięwzięcia, jakim są urodziny dwulatka bywają i kosmiczne problemy. Tym bardziej, że ojciec delikwenta, znany wszystkim jako Kant, zamiast przygotowywać wszystko na tę okoliczność postanowił zabrać się za pisanie tekstu. Zanim jednak przejdziecie do obelżywych komentarzy zaproponuję kawałek tortu, którego niestety dzisiaj zabraknie… 

Tato dziękuje za takie urodziny.

Przejdźmy do sedna cofając się w czasie do magicznej środy, kiedy to ukochana rzekła „Idźcie obydwaj do fryzjera”. Po co do fryzjera? Ja przecież sam mogę obciąć włosy młodemu – pomyślałem. Podążając za ambitną myślą Kant chwycił za maszynkę. Jedyną, która nie została zaakceptowana przez główny urząd miar i wag. Pierwsze cięcie okazało się kluczowe. Zamiast sprawdzić głębokość cięcia w mniej widocznym miejscu, wyciąłem mu na środku głowy odwrotnego irokeza…   Jakby tego było mało, maszynka odmówiła współpracy pozostawiając wiele nieogolonych miejsc. Żaden tam koszmar stylisty tylko sztuka nowoczesna! Przecież drzemie w Kancie dusza artysty. Nie, to nie przejdzie, trzeba pojechać do zaprzyjaźnionego sklepu, by dokończyć dzieła zniszczenia na młodym kancie…

Onko dzieci

Kiedy skończyliśmy strzyżenie ukochana wykrzyczała ” Co ty zrobiłeś!! Teraz wygląda jak dziecko chore na raka”

-Chcesz przez to powiedzieć, że dzieci chore na raka są gorsze, bo są chore?

Zrobiłem więc jedynie słuszną rzecz jaka mi pozostała –  złapałem za nową maszynkę przywiezioną chwilę wcześniej i po chwili w naszym domu było dwóch facetów bez włosów na głowie przypominających dzieci z zamkniętego oddziału hematologi…  Tak, teraz jest doskonały moment na wykorzystanie swoich miedzianych zwojów, by wykrzyczeć jakiś obraźliwy komentarz.  Kimkolwiek Kancie jesteś wstydź się! Nikt z naszych nie dał mu prawa żartowania z onko dzieci, pozamykanych przez 365 dni w roku w jasnych, lecz ciasnych jak więzienna cela pokojach. Dorzućmy do tego niezwykle rzadkie odwiedziny rodziców, którzy o dziwo muszą pracować żeby utrzymać resztę rodziny. Jacy oni źli, powinni porzucić wszystko dla własnego dziecka – pomyślał Kowalski… Posiadanie onko dziecka to bardzo często setki kilometrów spędzonych na podróży pomiędzy domem a szpitalem, to walka ze swoimi słabościami, bezsennością i przemęczeniem jednocześnie, tylko po to, żeby obdarować wielką miłością kruche życie czekające z nadzieją wypisaną na twarzy na ten dzień. Dzień, w którym będą mogły opuścić szpitalne bramy…

Przygotowania do urodzinowej imprezki !!

Kiedy już Kant był w trakcie wypełniania wniosku zatytułowanego zostań wolontariuszem… Ukochana wykrzyczała, co ty zrobiłeś? W sobotę młody kant ma urodziny!!  Przykro mi onko dzieci, jednak nie mam tyle wolnego czasu – muszę zorganizować urodziny. W zasadzie to musiałem, bo ukochana dodała: Już nic nie rób, bo wszystko popsujesz!  Jak nakazała druga połowa tak uczyniłem zasiadając jednocześnie do tworzenia tego tekstu… O czym wspomniałem na początku.

Urodziny!

Mógłbym ponarzekać na dzisiejsze dzieci drugiego a nawet ostatniego sortu, które na urodziny wymagają od swoich rodziców nowego iphona, quada albo równie absurdalnego prezentu w postaci własnego mieszkania w reprezentacyjnej części miasta,  bo dzisiaj zwykłe Kocham Cię jest nic niewartym powiedzonkiem bez tych wszystkich dodatków.  Obwiniane kogokolwiek, a zwłaszcza dzieci, za obecną sytuację, byłoby szczytem bezmyślności i debilizmu. Musimy się dostosować do otaczającej rzeczywistości lub stworzyć własną wyjątkową enklawę. Na szczęście nasz dwulatek, którego ojcem jest Kant,  okazał się zadowolony – lub jest po prostu za młody, by zauważyć urodzinową fryzurę i brak tortu.

Będę się czepiał!

Kiedy przychodzi czas imprezy, Kant staje się zbędnym elementem zagracającym idealny wystrój domu i gdyby ukochana była silną i niezależną kobietą schowałaby kanta gdzieś w piwnicy, pomiędzy ogórkami a starą maszyną do pisania. Jednak z niewiadomych przyczyn muszę czekać na moment, w którym rzeknie: rozłóż stół i idź się umyj, chyba tyle możesz zrobić dla mnie. W zasadzie to mógłbym opuścić dom po takim znieważeniu, jednak z racji swojej pozycji będę się czepiał. Jak się domyślacie brak tortu okazał się być idealnym pretekstem do wywołania małej sprzeczki, która  przerodziła się w wielką awanturę odstraszającą wszystkich gości – gdybyśmy ich zaprosili, na pewno uciekliby gdzie pieprz rośnie 🙂 Kiedy już emocje sięgały zenitu, ukochana wyciągnęła kawałek własnoręcznie kupionego ciasta  i wbiła w niego liczbę sugerującą wiek solenizanta…

Najlepszy urodzinowy prezent… 

Nie wiem w jaki sposób młody zebrał podczas imprezy urodzinowej 400 zł -zwłaszcza, że jedynymi zaproszonymi osobami byli jego rodzice a jak obydwoje twierdzą, żadne z nich nie dało nic poza czekoladką 🙂  Pomimo tak niewielkiej kwoty jaką zebrał, postanowiliśmy podjąć jedyną słuszną decyzję… Jako ojciec przeprowadziłem rozmowę wychowawczą.

Synu, na urodziny dostałeś pieniądze co zamierzasz z nimi zrobić?

– Kupie cukierki…

A może zechciałbyś podzielić się z innymi? Wpłaćmy część pieniędzy na jakąś fundację.

– Tatusiu, jakiś ty mądry i dobry. Wpłacimy wszystko na chore dzieci. Gdyby każdy miał takiego tatę żyłoby się nam wszystkim lepiej.

Mam nadzieję, że choć na chwilę rozbłysła w twoich myślach czerwona lampka z wielkim napisem „COŚ TU NIE GRA”. No dobra, całą rozmowę tak naprawdę zmyśliłem. Młody Kant jeszcze nie jest na tyle świadomy, by samodzielnie podjąć decyzję dotyczącą pieniędzy , od tego jesteśmy my, rodzice i każdy z was powinien mieć na tyle odwagi, by zadecydować co zrobić z urodzinowymi pieniędzmi.

Wspólnie z ukochaną udaliśmy się na pocztę z wcześniej przygotowanym drukiem i tak właśnie młody wpłacił na fundację pomagającą onko dzieciom. W zasadzie to młody chyba nawet nie jest świadom tego, co zrobił 🙂 Pomimo tego jestem pewien, że przekazując naszym dzieciom pozytywne wzorce od najmłodszych lat, wychowamy lepsze pokolenie super dzieci odpornych na zaczepki mody i konsumpcjonizmu.

Pin It on Pinterest

Share This

FreshMail.pl