Dzieciaki do szkoły. Raus!!?

Szkoła

Pierwszoklasista według wielu rodziców uznawany jest za jednostkę nieprzystosowaną do grupowej zabawy w ciuciubabkę. Najlepiej gdyby miał na szyi założoną kolczatkę, żeby kochająca Mama mogła w razie niesubordynacji dziecko obronić. Przed sobą samym.

Jeżeli uważasz, że twoje dziecko jest za głupie na szkołę powinieneś odpuścić sobie dalsze czytanie i jak najszybciej przejść do komentarzy, by dać upust swoim emocjom. Teraz jeszcze tylko muszę pozbyć się drugiej grupy rodziców, dla których kary cielesne w szkołach powinny być nadal praktykowane. Chciałbym w tym momencie błysnąć jakąś życiową mądrością, jednak jedyne co mogę o nich powiedzieć to to,  że nie czytali książek, więc są głupkami kierującymi się tymi samymi wartościami co zwolennicy sierpa i młota…

Monolog o szkolnictwie czas zacząć

Skoro już pozbyliśmy się głupszej części społeczeństwa możemy przejść do twórczego monologu, po to byś mógł bez wyrzutów sumienia posłać dziecko do szkoły. Przypomnij sobie jak wyglądał twój pierwszy raz w szkole. Jeżeli nie pamiętasz nie był tak straszny jak sobie teraz wyobrażasz. Jesteś po prostu nadopiekuńczy, a twoje dziecko wyrośnie zapewne na życiowego nieudacznika, niepotrafiącego samodzielnie myśleć. Jest jednak szansa, że w wieku 50 lat postanowi wyprowadzić się na Ulicę Sezamkową, by w spokoju nagrać kolejne serie Teletubisiów…

Oczywiście może być tak, że na samą myśl o szkole dostajesz dreszczy. Musisz jednak zapamiętać raz na zawsze – to były twoje problemy ze szkołą, więc przestań  obarczać nimi własne dzieci. W obu przypadkach może pomóc psycholog, inaczej twoje  dziecko będzie panicznie bać się szkoły. Żebyś to zrozumiał musisz stać się na chwile przyszłym pierwszoklasistą.

(Tak często odsyłam do psychologów, że chyba na poważnie powinienem zastanowić się nad stałą wspólpracą z jakimś gabinetem.)

Wyobraź sobie, że przez cały sierpień słuchasz własnych rodziców, którzy w koło powtarzają „Czy nasz Jaś poradzi sobie w szkole? Przecież on jest jeszcze taki mały i niezdarny. A ci nauczyciele? Przecież oni nie mają odpowiedniego podejścia do dzieci, i w ogóle kto całkiem normalny zdecydowałby się, za taką kasę zajmować trzydziestką dzieci. Jezu, żeby go tam nikt nie okradł! Co ja mówię, przecież mogą go nawet pobić!”

 Teraz zastanów się jaki obraz szkoły budujesz w głowie własnego dziecka  „W szkole jest bardzo ciężko, w dodatku jestem jeszcze za mały a nauczyciele muszą być jakimiś potworami urządzającymi walki dzieci, jeszcze muszę uważać na złodziei, a może to nauczyciele kradną, przecież mało zarabiają…”  do takiej szkoły to ja sam bałbym się chodzić, nie mówiąc już o posłaniu tam dziecka…

notebook-1198156_1920

Rodzicu…

Nie ważne czy twoje dziecko będzie miało sześć lat, czy siedemnaście, TY nigdy nie będziesz gotowy na jego pierwszy raz w szkole. Możesz próbować ukryć swoją ułomność za hasłami wygłaszanymi przez  strachliwych opiekunów  „Moje dziecko nie jest gotowe na szkołę w wieku sześciu lat”, lecz Kanta nie oszukasz… Zapewne przeprowadziłeś testy psychologiczne podłączając dziecko do wysokiej klasy aparatury badawczej zwanej opiekunką, dzięki czemu otrzymałeś profesjonalną opinię…

A może dotąd nie przyszło ci do głowy, żeby w ogóle rozstać się ze swoim dzieckiem? Jeżeli nie wiesz, że można to zrobić jeszcze zanim osiągnie ono pełnoletność powinieneś jak najszybciej zajrzeć —-> Tutaj <—–

Szkoła

Jeżeli myślałeś, że czasy twojej edukacji bezpowrotnie minęły? Jesteś w  błędzie, bo jeżeli nie masz pieniędzy na korepetycje, spędzisz kolejne lata tłumacząc dziecku o co chodzi z matematyką, angielskim i informatyką. W pewnym momencie zdecydujesz się na wcielenie w rolę tajnego agenta przez co konflikt na linii nauczyciel-rodzic eskaluje z zastraszającą prędkością. Jak ta zołza mogła postawić dwójkę, przecież tak się starałeś odrabiając wszystkie prace domowe za dziecko. To już jest wojna, w której bierzesz czynny udział.

To wszystko może wydawać się śmieszne, jednak znam rodziców, którzy przez lata odrabiali prace domowe za własne dzieci, w większości przypadków ich dzieci zostały postawione w bardzo ciężkiej sytuacji życiowej, w podstawówce i gimnazjum wzorowe uczennice, których mamy były tak naprawdę dumne z samych siebie, bo wreszcie dostały ten czerwony pasek na koniec roku, udowodniły nauczycielom jak bardzo się mylili gdy one same chodziły do szkoły.

Niestety na takiej zabawie najbardziej cierpią wasze dzieciaki, a osobiście wolałbym żeby młody Kant był dwójkowym uczniem niż wzorową marionetką w rękach rodziców. Znam zbyt dużą ilość przypadków, w których życie szybko zweryfikowało poziom wykształcenia dziecka. Kiedyś wzór do naśladowania, teraz wór do zbierania miernych pomieszanych z niedostatecznymi, największy głąb w klasie… W dodatku kochające mamusie, nie mają sobie nic do zarzucenia, bo przecież to wina dziecka, na pewno w internacie zamiast się uczyć romansuje z kolegami, co to miasto robi z porządnych dzieci…

Przyszłe  zebrania tylko potwierdzą twoje niedostosowanie, już na korytarzu będziesz obmyślał plan wejścia do klasy, pozwalający sprawnie prześlizgnąć się do ostatniej ławki.  Zapamiętaj, jesteś rodzicem, powinieneś mieć wystarczająco dużo odwagi, by przeciwstawić się woli wstrętnego nauczyciela, jednak jedyne na co cię stać to wyrażenie swojego niezadowolenia, zaraz po opuszczeniu zebrania, będziesz spiskował za plecami wychowawcy tak samo jak robiłeś to gdy chodziłeś do szkoły, wtedy chowałeś się w toalecie z papierosem „Nie będzie mi stara jędza mówić jak mam żyć” tak teraz popalając papierosa mówisz „Nie będzie mi stara jędza, mówiła jak mam wychowywać dziecko”.

Nauczyciele, nie czytajcie tego punktu:)

Dzisiejsze dzieciaki przekraczając próg szkoły rozumieją jak ważną rolę w ich życiu będzie odgrywać nauczyciel, już na samym starcie każdy z nich otrzymuje wielki kredyt zaufania wraz z należytym szacunkiem, więc jeżeli  jacyś nauczyciele nie są szanowani to tylko dlatego, że sami nie szanowali swoich uczniów, traktując każdą lekcję jak coś co muszą odbębnić… A teraz wbiję kij w szacowne mrowisko magistrów od niczego, którzy za każdym razem na zebraniach w szkole opierniczają rodziców za brak wychowania dzieciaków…  Na początku myślałem, że to odosobniony przypadek jednak jest to nagminne… Z uwagi na obecne miejsce zamieszkania (Jakieś 100 metrów od zespołu szkół beznadziejnych) wielokrotnie słyszałem,  jak sami nauczyciele nazywają uczniów bachorami lub małymi skurwysynkami, a to tylko jedne z pieszczotliwych określeń.

Zresztą o swoich znajomych z pracy mówią podobnie -doskonale wiecie kogo mam na myśli- nauczycieli wychowania fizycznego traktujecie z lekkim przymrużeniem oka oni tylko uczą wf-u i chyba jako jedyni musieli ciężko pracować na szacunek wśród uczniów. Większość pracowników edukacyjnych wymagała bezwzględnego posłuszeństwa i szacunku, egoistyczne podejście zostało bardzo szybko poddane próbie przez pierwszy sort rozwścieczonych gimnazjalistów. Inteligentniejsi nauczyciele wyciągnęli wnioski ze srogiej lekcji zmieniając podejście do ucznia oraz sposobu w jaki będzie edukowany, cała reszta niedługo przejdzie na emerytury…

Pin It on Pinterest

Share This

FreshMail.pl