Dwoje autorów, jeden blog. Musieliśmy się z Kantem jakoś podzielić i padło na mnie 🙂 Pominę oczywiście kwestię, że Kant w tej chwili jest lata świetlne od pisania, ale zapytać wypadało, bo panoszyć to ja się mogę tutaj jednie za pozwoleniem (taa, jasne, ktoś w to jeszcze wierzy?)

Bez zbędnego owijania w bawełnę powiem, że w tym roku było mi zdecydowanie trudniej wybrać niż w roku ubiegłym. Z prostej przyczyny, przybyło mi blogów w zakładce „CZYTANE”. Nadal jednak, zapewniam, nie ma tam ludzi piszących z bebechami na stole. Nie lubiłam i nadal nie lubię tego typu treści, bo rodzaj papieru toaletowego wybieram wg potrzeb a nie w oparciu o doświadczenia, który i jak mocne otarcia pozostawi mi na tyłku. Sorry 🙂 A teraz szybciutko, do rzeczy, bo mi zaraz padnie bateria w pożyczonym laptopie. Nie, zasilacza nie pożyczyłam, a co?

Blogierka

Gdyby wiedziała jak za nią szaleję, zgłosiłaby to na policję 🙂 Prawdę pisze, między oczy nią wali. A skubana ma taką siłę argumentu, że jak tak miedzy gałki pierdyknie to niejeden z bólem dupy chodzi przez tydzień. A siłę ma, bo ciągle ćwiczy. Albo biega. Albo rowerem jeździ i próbuje drzewa przesadzać 😛 Jest też matką chrzestną Grażyny, Krystyny i Stefana, których każdego po trochu czasem w sobie znajduję. I ma tatuaż 🙂

Dizajnuch

Jest sobie koleś, który pracuje dla własnej kobiety… Po takim tropie do niego trafiłam. Zabijta mnie, ale nie mam zielonego pojęcia kiedy i jak to się stało. Nie pamiętam pierwszego tekstu, pierwszego zdjęcia… Żaden ze mnie materiał na obchodzenie rocznic i może mi to teraz wypominać. Może mi wypominać więcej rzeczy, zwłaszcza kiedy się z nim nie zgadzam. Oh, wait! Tego jeszcze nie było! Jakoś mu się tak fajnie udaje filtrować rzeczywistość, że pięknie pisze o istocie sprawy. Tym samym pomijając całe pierdololo, o które mogłabym się z nim pokłócić. No i on też ma dziarę 🙂

Pig Out

Zwany w pewnych kręgach „świnią jedną” jest tak uszczypliwy, że przy nim cebula łagodzi podrażnione spojówki. Serio, rzućcie mu temat, dajcie chwilę, a On Wam wszystko ładnie na czynniki pierwsze, a potem na lewą stronę przewróci. Mając przy tym cholerną rację. I ja mu tak bardzo zazdroszczę. Talentu to może nie, ale tego, tego… Tego, co spowodowało, że moja najlepsza przyjaciółka dzięki niemu nie poszła na na Graya 🙂 I nie wiem, czy ma dziary, ale chętnie się dowiem 🙂

 

Teraz wszystko już zostało powiedziane. Ja spadam, bo po pierwsze bateria klęknie i nic jej nie podniesie, a po drugie Andrzej zaraz mi szlabany opuści.

Tak, deadline  i ja powinniśmy wziąć ślub.

 

Pin It on Pinterest

Share This

FreshMail.pl