Jak pojechałem po garnitur i kupiłem wiertarkę…

Licząc dwadzieścia dni wstecz od ostatniej soboty rozpoczęły się przygotowania do wesela. Precyzując jeszcze bardziej umiejscowienie akcji w czasie, wszystko zaczęło się dokładnie wtedy kiedy otworzyłem szafę, z którą na codzień pozostajemy w bardzo chłodnych kontaktach. Gdyby nie była ukochaną (dla wybranki mego serca, rzecz jasna), to już dawno wylądowałaby na śmietniku.

Jak większość facetów żyjących w związku, współdzielę przestrzeń w szafie z kobietą -według Kanta współdzielenie to zbyt mocne określenie… Ale nie o szafie miało być, lecz o męskich przygotowaniach do wesela. Miejsce, które jeszcze do niedawna było zarezerwowane na kilka garniturów zostało zdominowane przez sukienki jednorazowego użytku. O dziwo (albo „o zgrozo”) to właścicielka kilkudziesięciu sukienek pierwsza stwierdziła „Jak kupujesz nowy garnitur, to ja kupię nową sukienkę”

Moda…

Nie mam większych problemów z kilkugodzinnymi  zakupami ukochanej o ile w nich nie uczestniczę. Jednak tego dnia Kant został postawiony w sytuacji podbramkowej. Pojedziemy razem dzięki czemu zaoszczędzimy czas- powiedziała ukochana, akurat- dodałem najciszej jak potrafiłem, tak żeby przypadkiem nie usłyszała. Do dziś zastanawiam się na jakich zasadach funkcjonuje słuch kobiety, bo usłyszała. Co ciekawe, jak tydzień wcześniej donośnym głosem wrzasnąłem „Nie wydaj za dużo, bo mamy lekki kryzys finansowy” to nie usłyszała.

„Idź po sukienkę a Kant w tym czasie poszuka garnituru” –  wykorzystałem przebiegłą metodę oszczędzającą czas, jak się później okazało wyczerpaliśmy limit oszczędności przypadający na ten dzień. Garnitur zakupiłem w pierwszym salonie do jakiego było dane wstąpić Kantowi. Tak, chcę ten tylko uprzejmie proszę przerobić spodnie i marynarkę tak, żeby były w innym kolorze, a te buty co są czarne chciałbym granatowe z niebieskimi sznurowadłami…

W sklepie…

Przechadzając się pomiędzy wkrętarkami, wiertarkami, śrubokrętami i tym podobnym asortymentem, zrozumiałem co czuje ukochana podczas wyboru sukienki. Zwłaszcza, że większość kupionych narzędzi zalega w piwnicy, która jest niby przeciwieństwem szafy…  Kiedy opuszczałem sklep, kątem oka zauważyłem zbliżającą się postać, a w głowie słyszałem powiedzenie wykorzystywane przez uboższą intelektualnie część społeczeństwa „Hej kierowniku, mogę odprowadzić wózeczek?” Cały plan spławienia delikwenta legł w gruzach gdy usłyszałem „Przepraszam, potrzebny Panu jest paragon?” No co miałem zrobić, oddałem paragon zwłaszcza, że facet przypominał Jędrulę co to z Alutką ma do czynienia grając w pewnym serialu…

Dopiero po chwili zorientowałem się, że oddałem jedyny dowód świadczący o legalności zakupionego sprzętu, w dodatku pozbawiłem narzędzia gwarancji. Na szczęście wspomniany wcześniej facet udał się do sklepu, tego co to przed chwilą z niego wyszedłem. Poczekałem spokojnie przy wyjściu i kiedy już traciłem nadzieję ujrzałem delikwenta czekającego w kolejce do punktu obsługi klienta. Przepraszam, jednak ten paragon będzie kantowi potrzebny – powiedziałem. W tedy facet złapał Kanta za ramie i dodał, człowieku ciszej, wyjdźmy ze sklepu…! Na parkingu połapałem się we wszystkim, kiedy Jędrula wyciągną  z kieszeni kilka plików paragonów spiętych kolorowymi gumkami, odnalazł ten właściwy i dodał, widzisz ile pieniędzy straciłem! człowieku dwie godziny roboty poszło na marne, jestem przez ciebie tysiaka w plecy!  miejscówkę mi spaliłeś… 

Telefon

Po chwili zadzwonił… Kochanie sukienki nie kupiłam ale ładne kolczyki widziałam. Całej reszty nie pamiętam…

Wesele 

Zaczęliśmy od wymienienia kilku zdań ze starym znajomym, który jak się okazało przybył z żoną, o której istnieniu nie mogłem wiedzieć, bo jakieś 11 lat wcześniej nasze drogi się rozeszły. Kiedy zostaliśmy przedstawieni dodałem cienkim głosem  „Wreszcie poznałem kobietę, dla której mój Pablo mnie zostawił” na co Pablo dodał grubym głosem „Kochanie zanim Ciebie poznałem byłem gejem” Nic się nie zmienił, ciągle ten sam dowcip… Na szczęście zaraz przybyła ukochana i wszystko zepsuła…. i jak się słusznie domyślacie przez całą noc zmuszona była odkręcać nasze żarty. Uwielbiam jednodniowe wesela. Ta mina kiedy pytasz się niczego nieświadomych gości czy zostali zaproszeni na poprawiny-  bezcenna 🙂

 

Pin It on Pinterest

Share This

FreshMail.pl