Wczoraj autorka bloga zakalcowata.pl opublikowała wpis dotyczący aborcji. Przez długi czas rozkładałem artykuł na czynniki pierwsze, analizując wszystkie za i przeciw przegrzewałem własne połączenia nerwowe. I kiedy już traciłem nadzieję a organizm przechodził w stan totalnego wycieńczenia postanowiłem uzupełnić jej artykuł o małą, lecz znaczącą kwestię…

Biznesmen

„©stock.chroma.pl/Elnur_”

Zacznijmy od początku…

Jako facet jestem na przegranej pozycji. Feministki dążą do równouprawnienia dyskryminując tym samym drugą stronę, no bo przecież o porodzie nie mogę nic wiedzieć, bo tego nie przeżyłem… O aborcji już nie wspomnę, bo przecież to Kanta nie dotyczy. Chciałbym przyjść na ich marsz z wielkim transparentem, na którym będzie widniał napis „Tylko narkomani mogą wypowiadać się o narkotykach”, chociaż w całym tym szaleństwie zapewne niejedna feministka podchwyciłaby hasło, tak bliskie przecież ich przekonaniom…

Czy się to wyznawcom feminizmu podoba czy nie, zabiorę głos w dyskusji. Bo mogę. I to jest najlepsze 🙂

Feministki uwielbiają hasło głoszące, że Prawo do decydowania o swojej płodności jest prawem człowieka!  w którym jest tyle samo prawdy co zakłamania. Jedni podetrą nim sobie tyłki zauważając głupotę, dla drugich będzie to wyznacznik wolności. Jednak obie strony mają tyle samo racji… Jak mówi stare słowiańskie przysłowie,  punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 🙂  A że siedzę w dość wygodnym miejscu, to co napiszę nie spodoba się wszystkim zaobrączkowanym paniom, które brały udział w manifestacji, bo one tak naprawdę gówno wiedzą…

Tak wiem, to wasze ciała i tylko wy możecie decydować o donoszeniu ciąży, jednak czy sprawa  nie komplikuje się w momencie posiadania partnera? Ale co ja tam wiem przecież jestem tylko facetem… No dobra, przypuśćmy, że postąpiłem według waszych egoistycznych zasad i  bez wcześniejszych ustaleń z ukochaną poddałem się zabiegowi wazektomi. Aj, ja niedobry, przecież ukochana chciała mieć dziecko. Tylko co mnie to obchodzi,  jestem feminem,to moje ciało i tylko ja mogę o nim decydować. Mało istotne jest to, że po drodze zrobiłem świństwo ukochanej osobie odbierając jej prawo do zostania matką, grunt, że nadal jestem człowiekiem…

Na szczęście jestem głupcem, który decydując się na związek zrezygnował z wolnej woli dla ukochanej, przestałem być kowalem własnego losu, każdą poważniejszą decyzję chcę i muszę podejmować z druga osobą, bo oboje ponosimy identyczne konsekwencje. Zrobiliśmy to wspólnie bez przyciśniętej zimnej lufy pistolu do naszych skroni, pozbawiliśmy się możliwości decydowania o własnym życiu, od tego momentu odpowiadamy przed drugą osobą i bez jej przyzwolenia nie możemy podjąć decyzji o aborcji…

Pomieszajmy jeszcze raz…

Mógłbym wykrzyczeć „szach i mat, czyje jest teraz na wierzchu głupcy?”, lecz nie taki cel przyświecał twórcy tego wpisu.  Wiem, że moja prawda jest tak samo gówno warta i tylko głupiec tego nie zauważa, bo jak w każdym przypadku,  tak i w tym, punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia, a ja jak wiecie z początku tekstu, siedzę właśnie w ciepłym i wygodnym fotelu. Osobiście nie wiem, jaką decyzję podjąłbym z ukochaną, jednak wszystkim, którzy zechcieliby nas skrytykować zapewne wskazałbym drogę ewakuacyjną. Środkowym palcem. Mam świadomość, że nie jestem pępkiem świata – jest nim ukochana :), nie wyobrażam sobie jednak, abym mógł stać się katem dla drugiej połowy. Ba! Nie chciałbym być katem nawet dla zupełnie obcej osoby.

Więc, drogie Panie, proszę was tylko o jedno: nie mówcie nam, że nie mamy prawa do zabierania głosu w waszych sprawach, jeśli czasem są one tak samo nasze jak i wasze…

To już jest koniec, dalej nie ma już nic…

Zamiast zrozumieć drugą osobę, luzując nieco zaciśnięte krawaty, tylko narzucamy swoje racje, jakby tylko one miały prawo bytu, a przecież każdy z nas ma inny próg wytrzymałości i to, co dla jednych jest normą, dla innych może być końcem. Dla jednego, błahe z pozoru problemy a dla drugiej osoby mogą być kluczowymi przy podejmowaniu decyzji. To, co dzisiaj jest jedyną prawdą, jutro może okazać się wielkim kłamstwem.

Chcemy wierzyć, że świat  jest czarno biały ale tak naprawdę nie wiemy w jaki sposób będziemy rozliczani przed sądem ostatecznym. Są jednak tacy, którym wydaje się inaczej… Cały wpis zakończę słowami, które mogą przemówić i do tej wierzącej części moich czytelników. Każdy z nas dźwiga swój krzyż. Własny. I nikt nie ma prawa oceniać jego ciężaru tylko na podstawie tego, jak ciężki może się wydawać na pierwszy rzut oka.

Pin It on Pinterest

Share This

FreshMail.pl