Zaznacz stronę

kRYZYS-1024x436
Życie jest zaskakujące, całe moje dzieciństwo polegało na deptaniu marzeń przez swoją głupotę, lecz nie o tym będzie dzisiaj.

Przez sześć ostatnich lat pracowałem w siedemnastu firmach, moja Mama cały czas powtarza, że nie potrafię szanować pracy, powinienem znaleźć jedne stałe zatrudnienie, być wdzięcznym za okazanie łaski zatrudnienia. Z uwagi na mój indywidualny sposób myślenia, jest to nie możliwe. Według mnie, to pracodawca powinien dziękować „Kantowi” za współpracę, nagradzając moją osobę bardzo wysokim wynagrodzeniem.

„Pracownik nie jest winien swemu pracodawcy służalczości i posłuszeństwa. Jest mu jedynie winien usługę, za którą otrzymuje zapłatę, będącą nie łaską, lecz zasłużonym wynagrodzeniem.”   – Ludwig von Mises.

Teraz przejdę do konkretnej historii z życia „Kanta” pracowałem w jednej z wiodących instytucji finansowych w Polsce,  kontaktowałem się z klientami w celu poinformowania ich o zbliżającym się terminie zapłaty, bank każdego klienta traktuje jak potencjalnego dłużnika, głównie z tego powodu dzień po terminie potrafi zlecić wykonanie wielu działań windykacyjnych za które jako „klient” zapłacisz dość sporą kwotę.

Przejdźmy jednak do funkcji jaką wykonywałem w przerwach pomiędzy kawą, a plotkowaniem. Przed pracą w tej diabelskiej korporacji uważałem, że to Banki wciskają kredyty na siłę, czas mojej sprzedaży przypadł na święta Bożego Narodzenia, bałem się że będę musiał telefonować po biednych staruszkach oferując kredyt którego nie będą wstanie spłacić z renty wynoszącej 650 zł i to jeszcze w święta ofiaruje im prezent który będzie tak naprawdę kotem w worku.  Nic bardziej mylnego,  przez cały ten świąteczny okres nie wykonałem żadnego połączenia wychodzącego,  biedne emerytki dzwoniły jak szalone, brały kredyt na wszytko, od bawełnianej pościeli, po nowy tablet.    Oczywiście w czasach przed kryzysowych banku nie interesowała zdolność finansowa.   Emerytka z kredytami przewyższającym kilkukrotnie wynagrodzenie ze złością w głosie odpowiadała na zadane pytania,  „A co pana to interesuje ile mam kredytów, jak będzie trzeba to pójdę dupą zarabiać”     na kolejne pytanie ” Wiem, że mogę nie spłacić kredytu, jak umrę to syn za kołdrę z wielbłąda zapłaci”.     Najśmieszniejsze jest to że jedna babka której udzieliłem pożyczki,  kilka tygodni później wystąpiła w telewizji TMN obarczając mnie winą za swoją straszną sytuacje, „ona nie wiedziała co podpisuje!”, a po roku w Olsacie  krzyczała coś w stylu „Gdzie jest krzyż, TWN to kurwy” szkoda że w Polsce istnieje tajemnica bankowa i nie można puścić nagranej rozmowy sprzedażowej w telewizji.

Hitem świątecznej kampanii  była studentka a obecnie Pani prawnik, która w przerwach rozśmieszała szerokie grono kawowych słuchaczy.  Bardzo kulturalnie przebrnęliśmy przez standardowe pytania dotyczące szanownej klientki,  na pytanie jaką szkołę skończyła odpowiedziała że aktualnie studiuje prawo, nadeszła pora na zaświadczenie o dochodach,  „Proszę pana, nie muszę pracować bo Tata daje mi 2000 tys na miesiąc na utrzymanie, czy mogę przedstawić zaświadczenie od Tatusia o kieszonkowych?”  wiem że nie powinienem lecz zażartowałem sobie, aby doniosła zaświadczenie od Taty do naszej placówki.

Następnego dnia , zostałem wezwany do dyrektora sprzedaży, podobno jakaś babka przyszła po kredyt, który jej obiecałem z zaświadczeniem o kieszonkowym.   I tak w ramach kary dostałem przeniesienie na sprzedaż ubezpieczeń, tam podobno takie akcje przechodzą, nie mogłem jednak sprawdzić tego mitu ponieważ zrezygnowałem z pracy w banku, o dziwo po kilku miesiącach otrzymałem telefon z możliwością powrotu na lepszych warunkach.   Przekazałem, że obecnie pracuję jako dostawca w pizzerii, jeżeli chcą się zemną spotkać i ustalić warunki powrotu mogą zamówić pizze… Nie zadzwonili 🙂

Pozdrawiam Frankowiczów z zaświadczeniem od Tatusia.

Jeżeli znasz jakąś śmieszną historię związaną z twoją pracą, podziel się zemną pozostawiając komentarz:)

Pin It on Pinterest

Share This

FreshMail.pl