Zaznacz stronę

Już pojutrze, w samo prima aprilis (przypadek? nie sądzę) rusza składanie wniosków o 500 złotych na każde drugie i kolejne dziecko. Atmosfera wokół tematu jest bardzo gorąca od praktycznie samego początku. Sama nie mogę uznać pomysłu za rozsądny w stu procentach, chociaż też „wyjdę na tym dobrze” Dotychczas żyliśmy bez dodatkowych pięciu stówek i sobie radziliśmy, ale uczciwie przyznam, że wniosek złożę, bo dodatkowe pieniądze będą miały naprawdę znaczący wpływ na nasze życie.

„Jak dają to się bierze…”

No dają, dają. Tylko pytanie, czy mają z czego dać. Niejednokrotnie już na łamach różnych mediów, mniejsi lub więksi eksperci dawali odpowiedź na to pytanie. I zwykle im wychodziło, że nie mają. Że pieniądze, które najdalej za kilka miesięcy zaczną spływać na moje konto, to tak naprawdę pieniądze, których w budżecie naszego kraju nie ma, że naszego kraju nie stać… Ale mleko już się rozlało i za kilkanaście dni pod MOPS-ami i urzędami miast czy gmin zrobi się tłoczno, a z wnętrz siedzib tychże instytucji średnio raz na godzinę kogoś omdlonego i oszołomionego zaduchem i niską zawartością tlenu we wdychanym powietrzu wyniosą.

Jak ja to widzę?

Ktoś nie pomyślał i poszedł na łatwiznę. Łatwiej było rzucić wyborczą kiełbasą, po 500 za sztukę (bo tak z początku miało to wyglądać), niż pokombinować. Gigantyczna forsa spadnie z nieba, ku uciesze gawiedzi, choć można było znaleźć lepsze sposoby zainwestowania w przyszłość naszych dzieci. Sądzę, że wielu z Was, podobnie do mnie uważa, że przedszkola, żłobki i inne instytucje pomagające rodzicom w tym kraju to rzecz bardziej potrzebna niż pięć stówek na przejedzenie. Tak jak ja myślicie, że pieniądze te nie zawsze trafią w ręce ludzi odpowiedzialnych i albo utwardzą już istniejące patologiczne fundamenty rodzin dysfunkcyjnych, albo stworzą pod nie zatrważające mocne podwaliny. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że tak jak obiecano ktoś da radę to skontrolować, żeby dzieci, których sytuacja już dziś wydaje się być wątpliwie dobra jutro nie stała niewątpliwie zła.

Idzie burza panie

Program ma zwolenników. Czy zaliczę się do ich grona, jeśli powiem, że złożę wniosek  a pieniądze się przydadzą? Może ich nie wydam. Może odłożę, na specjalne konto dla dziewczynek, albo na zabieg Młodej, albo nową kuchnię. Albo wydam jeszcze zanim je dostanę a potem nimi spłacę dług. W każdym domowym budżecie przeciętnych Kowalskich są dziury, które będzie można załatać, bo dodatkowe pieniądze ZAWSZE się przydadzą, bo choćby człowiek nie wiem jak próbował i tak jest coś, na co może sobie pozwolić dopiero jeśli będzie miał „więcej”.

A teraz nieco zamieszajmy

Słyszałam kilka opinii, że pieniądze dostaniemy, żeby je szybko wydać, by okrężną drogą do skarbu państwa wróciły. Mówi się, że dziś nam dadzą a jutro i tak zabiorą- w podatkach. Ale podatki pewnie i tak niedługo podniosą. Mniej pieniędzy w kraju będzie na to czy na tamto…. I tak mi zabiorą. I tak nie dostanę się do specjalisty wtedy kiedy będzie mi on potrzebny, więc żeby się leczyć pójdę do lekarza prywatnie. I tak ubrania dla dzieci są coraz droższe, ale muszę je kupić. I tak z wypłaty nie odłożę kilkudziesięciu tysięcy wkładu własnego by dostać kredyt na dom, bo płacę tysiąc złotych miesięcznie na wynajem, co skutecznie mi to uniemożliwia. I tak w kółko. Zabierają mi pieniądze już kilka ładnych lat. Dlaczego nie miałabym potraktować kilkuset złotych jako ich zwrotu? Albo zaliczki na poczet i tak za chwilę wyższych kosztów jakie poniosę żyjąc w tym kraju. Tak, tak, wiem, zamiast chcieć dostać powinnam chcieć zarobić, ale czy już przypadkiem nie zarobiłam tych pieniędzy? Czy nie zarobił ich mój mąż? Czy nie postulujemy już od dawna drogą bardziej lub mniej oficjalną, żeby rząd obniżył podatki? Nie porównujemy się przypadkiem w tej kwestii do wielu innych krajów Unii i nie wrzucamy wyników naszych analiz w postaci memów na portale?

 

Te i inne punkty widzenia poznasz w sieci na dowolnie wybranej z wyszukiwarki stronie, których propozycje wyskoczą po wpisaniu hasła „program 500 plus opinie”.

Co ja tak naprawdę myślę? Wszystkiego po trochu. Mogę martwić się o nasz kraj i jego finansową kondycję, ale skoro mam rząd, który sobie wybrałam (teoretycznie, z partią rządzącą jednak wcale nie sympatyzuję) to nie powinnam sobie zaprzątać mojej ślicznej główki problemami tego typu i spać spokojnie, bo ci na górze o mnie dbają (a nie?)

Mogę myśleć i działać doraźnie, ciesząc się z każdej złotówki w portfelu, którą mogę wydać albo tej, której wydawać nie muszę i mogę odłożyć. Przyjęło się, że obawy przed wystąpieniem pewnych zjawisk z biegiem tygodni rosną do rangi problemu udokumentowanego, liczonego w milionach przypadków i każdy idący złożyć wniosek będzie za chwilę pasożytem, który wyda na wódkę i wróciwszy do domu w stanie upojenia alkoholowego zacznie płodzić kolejny generator zysków.  Ale spokojnie, wódki nie lubię. A i dzieci więcej mieć nie będę.

Zapomniałabym… Szanowni stuprocentowi przeciwnicy, piszący w internetach komentarze do programu umilając sobie czas stojąc w kolejce po wniosek… używajcie argumentów. Nie opierajcie swoich batalii z systemem na czepianiu się słówek. Doskonale zdaję sobie sprawę, że używanie sformułowania „pięćset złotych na każde drugie i kolejne dziecko” wypadło bardzo niefortunnie. Sama zastanawiałam się czy nie można było tego ująć lepiej, ale nic mądrego nie wymyśliłam, a sądzę, że pomysłodawcom chodziło o jasny komunikat. I okazał się zbyt jasny i niektórym aż zaświeciło po oczach, bo zaczęli podszywać się pod kilkuletnie pierworodne dzieci żalące się listownie na niesprawiedliwości systemu. Opieranie swojego sprzeciwu na mało precyzyjnych sformułowaniach i całej gównoburzy płynącej z tego właśnie kierunku określacie swoje stanowisko na wiele sposobów, ale na pewno nie pod szyldem godnej uwagi strony w toczącej się dyskusji. Ja sama mająca mieszane bardzo uczucia w tej sprawie, jedyne co jestem w stanie zrobić czytając Wasze postulaty i biadolenia , to wzruszyć ramionami, przewrócić oczami i ironicznie się uśmiechnąć. Mając takie argumenty tylko udowadniacie, że innych nie macie…

Pin It on Pinterest

Share This

FreshMail.pl