Przez cały czas zastanawiałem się, czy powinienem zostać blogowym ekshibicjonistą  i w ramach przeprosin wytłumaczyć zaniedbanie tego miejsca, czy po prostu olać wszystko publikując kolejne artykuły bez żadnych skrupułów udając, że zapomniałem o mojej tu nieobecności… Wybrałem pierwszą opcję i będę z Wami szczery. Bo mogę  🙂 A więc wszystko zaczęło się od… 

Szpital

Poniedziałek

Odwiedziliśmy Izbę Przyjęć Planowanych w jednym z Lubelskich szpitali i dopiero po kilku godzinach oczekiwania zdałem sobie sprawę, że z planowanym przyjęciem ma to tyle wspólnego co autor tego bloga z Immanuelem Kantem…  Od wczesnych godzin rannych do godzin bardzo późnych miejscem planowanego pobytu było krzesło znajdujące się na korytarzu. A kiedy już zamierzałem zostawić ukochaną na noc, owiniętą w szpitalną piżamkę, usłyszeliśmy w końcu męski głos pielęgniarza wydobywający się z dyżurki „Pani z krzesełka zapraszam do dwójki”…

I już jesteśmy po…

Wypisie ze szpitala. Operacja przebiegła prawidłowo więc wróciliśmy w piąty dzień tygodnia. Pech chciał, że już w sobotnią noc musieliśmy uruchomić samochód w celu dowiezienia ukochanej na szpitalny oddział ratunkowy. Być może przestraszyła się zawartości teczki „Bolka”, bo przecież agenci z niezwykłą starannością zabijali i torturowali Polaków, więc uzupełniając akta musieli być równie skrupulatni notując wszystko zgodnie ze stanem faktycznym. Musiało tak być,  skoro po tylu latach wyzwolone społeczeństwo wierzy w każde zdanie znajdujące się w teczkach bezpieki. SBcy to sprytne bestie i na pewno przygotowywali haki na przyszłe pokolenia. To wszystko  wyjaśniałoby nagłe pogorszenie stanu zdrowia ukochanej…

Ty mała ściemniaro

Lekarze również nabrali podejrzeń co do wiarygodności ukochanej… Pierwsze spojrzenia wydawały się mówić „Na pewno udaje, że ją boli, damy kroplówkę i zobaczymy jak będzie śpiewać”. Tyle, że ukochana zamiast śpiewać, zaczęła krzyczeć, co z początku było nawet dość przyjemnym dźwiękiem, jednak podczas omdleń zaczęło robić się nieciekawie… Lekarze, podając pierwszą dawkę narkotyku, pokazali, że nie zamierzają tak łatwo ustąpić, ale i ukochana nie poddawała się wrzeszcząc jeszcze głośniej. Wtem usłyszeliśmy „Podajcie tej agentce więcej morfiny”…

Schowałem się w kącie ze strachu przed cierpieniem najbliższej mi osoby. Gdzież tak torturować kobietę, która  z PRL nie ma nic wspólnego…?-  Dla lekarzy było to bez znaczenia, jest teczka to trzeba się znęcać! Po kolejnej morfinie podawanej dożylnie ukochana dała wszystkim popalić. W wielkim cierpieniu, resztką sił wypowiedziała słowa, po których rozlałem się niczym woda z balona uderzającego o ścianę „Powiedz małemu, że mama go kochała, ciebie też kocham Kancie”, po czym zamknęła oczy i odpłynęła wraz z ostatnią kroplą morfiny…

Czas stanął w miejscu, ukochana była w dalekiej podróży, a ja poczułem się jakbym tracił wszystko, w co wierzyłem, jakbym tracił najcenniejszą cząstkę samego siebie… Nie będę kłamał, pisząc jak to dzielnie znosiłem cierpienia ukochanej, bo rozkleiłem się i już posklejać nie mogłem. Płakałem wtulony w chłodną,  bezwładnie zwisającą z łóżka dłoń i przez tę krótką chwilę całe nasze wspólne życie przeleciało mi przed oczami. Każdy pocałunek, każda sprzeczka, każda cudowna chwila spędzona razem… Wtedy to wróciła, by dodać: „I nie kłóć się z moimi rodzicami!!” Nie chciałem żeby widziała jak płaczę,  jednak ona dostrzegła moje łzy i sama cierpiąc niemiłosiernie, posklejała Kanta kawałek po kawałku. To ona dodawała mi odwagi i siły…

My was tu nie chcemy

Zrobiło się nieprzyjemnie. Stale rosnąca liczba lekarzy kręcąca się w pobliżu łóżka ukochanej powodowała jeszcze większą panikę, zamieszanie i strach… Nikt nie wiedział co robić, a żaden lekarz nie chciał wziąć odpowiedzialności za ukochaną, bo poprzednia operacja miała miejsce w innym szpitalu… O siódmej  rano zdecydowali się powiadomić drugi szpital o powikłaniach pooperacyjnych, a robili to na tyle nieskutecznie, że dopiero o 12 przyjechała karetka mająca przetransportować ukochaną. Pech chciał, że bóle powoli ustawały, a ukochana nabierała coraz większej wiarygodności jako symulantka. Niemniej mogłoby wydawać się, że nasza przygoda dobiega końca, a to napawało nadzieją…  We „właściwym” szpitalu podano ukochanej coś na uspokojenie dzięki czemu zasnęła. Lekarz przyjmujący stwierdził, że zapewne wrzód pękł i o to maleństwo cała afera.   Dopiero w godzinach wieczornych okazało się, że to nie wrzód tylko narządy wewnętrzne przestają działać jeden po drugim…

Kolejny dzień

Lekarze w końcu uwierzyli ukochanej. Poszukali i odnaleźli przyczynę całego zamieszania, po czym czekali spokojnie na popołudniowe cięcie 🙁 Ukochana, niecierpliwa dość kobieta, więc zafundowała kolejną dawkę adrenaliny całemu szpitalowi… W końcu jeden z lekarzy wparował na blok operacyjny wołając „Kończyć mi te operacje i zwalniać jedną salę”, a słowa te spowodowały, że połowa personelu szpitala była przy ukochanej, a druga szykowała się do operacji…

Wiecie jak to jest po operacjach: z człowieka wystaje kilkanaście rurek, zaczynających się od nosa a kończących na pępku… Przez dwie  noce ukochana nie spała, a i trzeciej też nie prześpi, bo w środku i na zewnątrz wszystko jest pocięte i obolałe, jednak ten ból jest już inny. Zdrowiejemy ciesząc się razem z ukochaną 🙂 W godzinach wieczornych to nawet wstaliśmy z łóżka, razem bo ukochana nic sama jeszcze robić nie może.

Jeszcze jeden dzień zwany wtorkiem

Narządy zaczęły już pracować, więc można było wyjąć połowę rurek. Ukochana nawet zaczęła się uśmiechać i przytulać… Będzie to pierwsza noc od soboty kiedy być może zmruży oko. Postanowiłem nie przeszkadzać jej w tej chwili i opuściłem szpital. Uwierzcie mi na słowo, że szczęścia czułem się jak naćpany i jest tak do dziś 🙂 W drodze do domu wysłałem nawet kilka głosów w konkursie sms na blog roku, przez co też dostałem mandat za używanie telefonu podczas jazdy…

Środa

To dzień, w którym napisałem ten tekst. Dopiero w środowy wieczór mogę spokojnie zasiąść do klawiatury laptopa… Dopiero dziś mogę wytłumaczyć się bez używania tysięcy kurw i innych epitetów… Znacie już prawie całą prawdziwą historię 🙂

Ukochana przeczyta ten tekst razem z wami 🙂 Zapewne będzie miała już dość siły, by nawrzeszczeć na Kanta, że znowu przedstawiam ją w złym świetle. No bo przecież żadnym donosicielem służb bezpieczeństwa nie była, ba nawet nie żyła w tych czasach… Ja tam nie wiem… Teczka jest? Jest. Nie mój już to problem, że nie ma czasu sprawdzić jej autentyczności, że trzeba było na szybko opublikować, żeby narobić trochę smrodu wokół ukochanej…

Pin It on Pinterest

Share This

FreshMail.pl