Praca czyli największa głupota ludzkości…

Praca to najgroźniejsza choroba dotykająca cywilizowane kraje. Zapewne gdyby przeprowadzić szczegółowe badania okazałoby się, że w wyniku przepracowania umieramy wcześniej i częściej niż na jakąkolwiek inną chorobę. Pomijam już przewlekłe choroby wynikające z przemęczenia i uciążliwych warunków pracy…

„©stock.chroma.pl/alphaspirit”

fotografia: „©stock.chroma.pl/alphaspirit”

Przez jeden z ostatnich tygodni pracowałem jak większość społeczeństwa, i wiecie co? Ten jeden tydzień wystarczył, by zatęsknić za poprzednim życiem… Czułem się jak niewolnik zamknięty w ciele wolnego człowieka, który musi wstać o godzinie szóstej, by w zawrotnym tempie szykować się do pracy, żadnych czułości i miłych słówek, po prostu wstajesz i działasz. Wystarczy, aby jedna czynność przedłużyła się o kilka minut, i od samego początku jesteś spóźniony więc działasz jeszcze szybciej.

Praca

Skoro od szóstej jestem na nogach powinienem być gotów do wykonywania obowiązków pracowniczych, jednak pierwsze dwie godziny postanawiam po prostu być-i tak należą do państwa, więc niech będą tymi najgorszymi. Dobra, przyszedł czas na prawdziwą pracę, za którą szef zgarnie swoją dolę-jakby nie patrzeć należy mu się. Kiedy wybija piąta godzina cały zakład produkcyjny ucieka do pomieszczeń zwanych socjalem, byłem tam raz i więcej tam nie wejdę. Jak to powiadał stwórca Kanta- bród, smród i ubóstwo…

Po krótkiej przerwie spoglądam na zegarek i jeszcze tylko kilka godzin. Co robić skoro wyrobiłem dzienny plan. Postanawiam zagadać do kierownika – Andrzejku, wykonałem swoją pracę na dziś, wsiądę w samochód i pojadę do domu… Jeszcze masz trzy godziny, idź pomóż Markowi- odpowiedział.  Dziwne mają tu zasady, wyrobisz się wcześniej to musisz robić za kogoś, bo przecież ważniejsza od efektywności jest sama praca. Jedynym racjonalnym rozwiązaniem tej sytuacji pozostaje dostosowanie się do panujących reguł, zamiast nagrody dostaję chłostę w postaci dodatkowych obowiązków. Następnego dnia zwolniłem tempo.

Powrót do domu

Najgorsze w tym całym zwariowanym tygodniu były spotkania z młodym kantem, jedyne co usłyszał od ojca to – synku, teraz tata jest zmęczony…  (Podobno organizm przyzwyczaja się do takiego trybu życia, jednak czy wystawienie ciała na ciągłe eksploatowanie jest zdrowe?) Do domu docierałem wykończony o godzinie 17:00, przez godzinę szykowałem się do zjedzenia czegoś wartościowszego niż benzynowa kanapka… W okolicach godziny 19:00 byłem gotów do… No właśnie do czego, przecież jedyną czynnością na jaką miałem ochotę był sen.

Normalny dzień świstaka, powtarzająca się historia jakbym został zamknięty w jakiejś pętli czasu i dopiero w sobotę mogłem w jakiś cywilizowany sposób powrócić do żywych przesypiając połowę dnia. Wcześniej uwielbiałem niedziele, jednak ta była po prostu tragiczna. Dzień wolny od pracy, w którym myślisz tylko o poniedziałku oznaczającym kolejny beznadziejny tydzień, który tylko czeka, by wycisnąć z człowieka to co najlepsze.

Książki, które nadzwyczaj pokochałem zostały zepchnięte na ostatni plan, nie miałem sił ani chęci do czytania… Wtedy też uświadomiłem sobie, że tak duży procent osób nieczytających wynika z przepracowania. Wykonujemy prace nie sprawiające nam przyjemności, a jeżeli już pracujemy w uwielbianym przez nas zawodzie jesteśmy eksploatowani do granic możliwości…

Po co pracować…

beach-resort-1259790_1280

Przecież możemy wyjechać na jakąś rajską wyspę. Tam życie jest o wiele łatwiejsze, wstajemy kiedy promienie słońca padają nam na zamknięte powieki, przez pierwsze kilka godzin we własnym tempie splatamy z liści klatkę na homary, którą w wolnej chwili wrzucimy do oceanu, za kilka godzin zanurkujemy w krystalicznie czystej wodzie, by wyciągnąć klatkę i kończymy nasz dzień w pracy, co wcale nie oznacza, że nasz dzień się skończył. Właśnie wybiło południe, kładziesz się w hamaku i czekasz aż twoja ukochana kobieta przygotuje najlepszego homara na świecie, nikt ci nie mówi gdzie masz iść i co robić… Jeżeli chcesz zarobić na przyjemności zamiast jednej klatki wrzucisz dwie, homary sprzedasz na sąsiedniej wyspie słynącej z wielkich hoteli dla cywilizowanych ludzi. Zapomnisz o wszystkich chorobach na których leczenie wydajesz fortunę, tam po prostu tego niema, bo nigdy nie przeciążysz organizmu tak jak w cywilizowanych krajach, w których największym problemem nie jest sama praca lecz sposób czerpania z niej korzyści. W pierwszej kolejności zaspokajamy potrzeby państwa, następnie zaspokajamy innych w tym szefa, a na samym końcu znajdujemy się my, tylko że na końcu łańcucha pokarmowego pozostają tylko resztki…

Czasami odnoszę wrażenie, że każdy właściciel firmy jest nadętym egoistą w najgorszym tego słowa znaczeniu -jestem szefem więc należy mi się nowy samochód, wielki dom i wycieczki do ciepłych krajów, jestem szefem i stać mnie na takie luksusy, lecz każdego pracownika proszącego o podwyżkę spławia tekstem „Na twoje miejsce już dziesięciu czeka, teraz nie mam pieniędzy na podwyżki”. Nasz rynek pracy jest idealnym przykładem jak nie zarządzać firmami. Szefowie kosztem pracowników zaspokajają swoje własne potrzeby, za każdym razem gdy słyszę o takim szefie mam ochotę wykrzyczeć im prosto w twarz -Baranie, ciebie nie stać na dom, samochód i wycieczki, ale nie na podwyżki. Nie robię tego tylko z jednego powodu, i tak nie zrozumieją, każdy z nich otworzył firmę, żeby wyzyskiwać innych…

Idealna praca istnieje

I jej czas może wynosić te znienawidzone osiem godzin. Wystarczy zmienić podejście do zarządzania firmą, a każdy pracownik będzie zadowolony z powierzonych mu obowiązków- Doskonale opisał to zdolny ale bardzo leniwy Witek. Chociaż Kantowi przypadł do gustu jeszcze bardziej ambitniejszy plan. -Realizowany już przez kilkanaście dużych firm na świecie. Firmy w których jedynym stanowiskiem jest świadomy pracownik…

Jedną z nich jest największa na świecie firma przetwórstwa pomidorów. W tej firmie jest tylko jedno stanowisko – pracownik. Zarobki w firmie uzależnione są od tego, jakie pracownicy w danym momencie spełniają funkcje i jaki mają zakres planowania. O tym ile, kto zarobi decydują sami pracownicy.

Zacząłem szperać w internecie i znalazłem kilkaset mniejszych, w których szeregowy pracownik jest na równi z założycielem firmy, bo każdy decyduje o zarobkach drugiej osoby, nie ma w niej wyzysku i wyśrubowanych norm.  Trafiłem nawet na film dokumentalny opisujący pewną finlandzką firmę działająca w tym systemie. W ciągu trzech lat mała 6-cio osobowa firma przerodziła się w średnie przedsiębiorstwo zatrudniające 120 osób. System w którym firma, prezes, menadżer i szeregowy pracownik w tym samym momencie otrzymują dostęp do koryta. Pracownicy nie mają z góry narzuconych godzin i długości przerw. Wszyscy wiedzą jak ważna jest ich praca i firma w której pracują, każdy z nich mógłby wyjść po trzech godzinach – zarobili już na swoje utrzymanie, jednak zostają wypracowując zyski. Zdziwiłem się także z powodu bardzo istotnej różnicy w zarobkach, firma działająca w tym systemie płaciła średnio 30% wyższe pensje niż obowiązujące na rynku, bo pracownicy wykonywali swoją pracę efektywnie. Jestem pewien, że większość osób opuszczających zakład pracy z niecierpliwością wyczekuje kolejnego dnia…

Zastawiam się, czy byłbym w stanie otworzyć taką firmę w Polsce, czy może nasza mentalność do kombinowania w pracy doprowadziłaby Kanta do bankructwa 🙂

Pin It on Pinterest

Share This

FreshMail.pl