Przyznaj się, że chciałeś zabić swoją kobietę…

Każdy chciał zabić ukochaną mu osobę.  Choćby przez ułamek sekundy, przez głowę niczym gazela przebiegła złota myśl -zrób to, wszystkim będzie łatwiej- wtedy też sięgasz po nóż kuchenny, wykonujesz ruch i kończysz to wszystko, wyładowując  agresję na kromce chleba…

Kłotnia 

Nie zliczę ile razy ukochana wrobiła Kanta w niewinne robótki koleżeńskie, miała to być mała przysługa, a skończyła się na kapitalnym remoncie za darmo, bo przecież dla mnie to żaden problem. Za każdym razem gdy słyszę te słowa mam ochotę dokonać masakry piłą mechaniczną, wykopać głęboki grób sięgający dna piekieł niech ten co ją stworzył osobiście użera się ze swoim dziełem…

Związek 

To ciągła walka, komu z kim jest gorzej, jakby wygrany w tym pojedynku chciał tym wytłumaczyć się z jakich powodów przed sekundą pragnął pozbawić życia drugą osobę, potrzebujemy tej ciągłej rywalizacji, docinków kto i dlaczego…

Za każdym razem gdy ukochana z wielką wściekłością krzyczy, mógłbyś wreszcie zacząć po sobie sprzątać, odkładać te cholerne rzeczy na swoje miejsce. Pytam, w myślach oczywiście, bo na głos się nie odważę: kim ty jesteś kobieto, żeby decydować gdzie jest odpowiednie miejsce i dopiero po chwili przypominam sobie jak przez mgłę naszą ceremonię zaślubin, no tak, żona… Mogłem się tego spodziewać…

W ramach protestu postanawiam nie opuszczać deski klozetowej, a gdy ukochana to robi, wtedy ja z wielką wściekłością atakuje  Opuściłaś, to podnoś po sobie!! W głowie tysiące myśli i jedna, o której nie chcę powiedzieć na głos gdybyś tylko zechciała umrzeć wszystkim byłoby łatwiej. Macham stanowczo ręką wyrażając swój sprzeciw, zostaje sam na sam z myślami, w których znowu jestem singlem, tam nikt nie mówi jak mam żyć.

Obmyślam kolejną zemstę, tak żeby poczuła na swojej skórze jaki potrafię być szorstki, postanawiam wytrzeć się jej ręcznikiem po kąpieli. I już w trakcie,  zdaję sobie sprawę, że właśnie wycieram twarz tym do higieny osobistej. Zapewne celowo go nie wrzuciła do kosza na brudną bieliznę, teraz już przesadziła, nie będę się odzywać, co tam odzywać zero seksu przez najbliższy miesiąc…

Boom…

Istny wodospad bezsensowności właśnie uderza w moją głowę. Gdybym tylko pod ręką miał jakąś szmatę mógłbym chociaż na chwilę zatrzymać lawinę słów. W końcu zaczynam rozmyślać nad wyborem wieńca, taki ładny pogrzeb bym jej zorganizował, może nawet uronię kilka łez, ciekawe ile trzyma się żałobę po ukochanej… Wtedy zdaję sobie sprawę, że zbyt daleko wybiegam w przyszłość, przecież ona jeszcze żyje.

W pewnym momencie sytuacja się zmienia, do gry dołącza przyjaciel chowany za metalowym rozporkiem. Niby  mniejszy a jednak mądrzejszy. Jemu nie przeszkadzają wady ukochanej, bo dostrzega tylko zalety, patrzy na świat zza różowych okularów, wszystko inne przestaje mieć znaczenie. Jeszcze przez chwilę próbowałem walczyć, jednak od początku stałem po stronie przegranych. Chowam więc dumę gdzieś głęboko przypuszczając pierwszą falę ataku – dopiero po chwili zrozumiałem, że powiedzenie chcesz się pokochać nie wystarczy, postanawiam wysłać w bój całą armię…  Kiedy już jesteśmy po wszystkim zadałem  jedno z najważniejszych pytań w naszym życiu:

Kochanie, czy kiedykolwiek chciałaś mnie zabić?

 – Ty się lepiej zapytaj, kiedy ja nie chcę tego zrobić

O co w tym wszystkim chodzi…

Potrafię przez jedną krótką chwilę zapomnieć o wszystkich problemach, wyrazić swoją miłość poprzez seks, by następnego dnia powrócić do  rzeczywistości, w którym główną pasją jest planowanie życia bez ukochanej osoby. Dostrzegam ciepły obiad na stole, jednak nie dopuszczam myśli, że ktoś mógł go przygotować z myślą o mnie, on po prostu znalazł się na talerzu, nie przypisuję tej zasługi ukochanej. Wszystko staje się normą, przeklętą rutyną, przez którą nie zauważam jak wiele dla siebie robimy. Gdzieś po drodze przestaliśmy prawić komplementy, szeptać czułe słówka i być dla siebie kochankami. Jestem jak nauczyciel sprawdzający wypracowanie i podkreślam kilka błędów czerwonym długopisem, nie dostrzegając tysięcy słów napisanych poprawnie… Na szczęście ten etap mija z upływem czasu, oby nigdy już nie wrócił 🙂

Gdybym miał rozłożyć wspólne życie na czynniki pierwsze podzieliłbym wszystko na trzy etapy: zauroczenie, docieranie i miłość… Zauroczenie jest najsilniejszym uczuciem jakie towarzyszy nam w związku, jednak jest stosunkowo kruche dostarcza nam mocne lecz krótkotrwałe bodźce, a siła ich bywa tak wielka,  że niektóre osoby uzależniają się od nich i z tego powodu tak często tworzą kolejne,  krótkotrwałe związki.

Drugim istotnym etapem jest docieranie -opisane w tym artykule- zaczynamy dostrzegać wady drugiej osoby, wyprowadzają nas z równowagi drobnostki, które w ogólnym rozrachunku umacniają nasze uczucie, jeżeli przetrwamy ten okres bez potrzeby wykupienia miejsca na cmentarzu, powolnym krokiem przychodzi czas na miłość, która po prostu jest z nami na dobre i na złe….

Pin It on Pinterest

Share This

FreshMail.pl