Każda matka wie, że na pewnym etapie swojego życia musi czasami zrezygnować ze spotkań ze znajomymi na rzecz nowej przyjaciółki. Przyjaciółki, z którą relacje zacieśniają się wraz z upływem kolejnych dni macierzyństwa. I jest to jedyna przyjaciółka, której nigdy w życiu nie będziesz miała za złe jeśli wejdzie w bliższe relacje z Twoim facetem. Ba! Nawet zapraszając ją do swojego domu żywisz ogromną nadzieję, że swoją skomplikowaną osobowością i nad wyraz efektowną powierzchownością spowoduje , że zainteresuje go i zafascynuje na tyle, by przyjaźń między nią a wyżej wymienionym stała się bliższa niż Wasza. No ale nie ma się co oszukiwać. Rzeczywistość zazwyczaj pokazuje, że Twój facet, mimo sporadycznych i zwykle przez ciebie inicjowanych kontaktów, nie ma ochoty zacieśniać relacji. 

Jeśli ktoś jeszcze nie zauważył, mówię o pralce. Tak, ja i moja pralka jesteśmy przyjaciółkami. Mogę ją tak przecież nazwać. Pierze wszystkie nasze brudy i jeszcze nikomu nie pisnęła choćby słówka 🙂

Przechodzę więc do sedna. Moja przyjaciółka przeszła ostatnio załamanie. Nie wiedziałam co się dzieje, przestała się angażować, stała się zimna, niewiele z siebie dawała. Zadzwoniłam więc do serwisu firmy, która ja stworzyła. Nie podam nazwy, za reklamę jeszcze mi nie płacą, ale musicie wiedzieć, że w sprzęcie AGD są jednymi z lepszych. Niestety, obsługę klienta maja fatalną i obiecany kontakt z serwisantem w ciągu 2 dni od zgłoszenia nie nastąpił, a góra prania, która jednak ciepłej wody wymagała rosła. Moja alergia na wszystko nie pozwala mi prać ręcznie (uciążliwe, ale zajebiście jest mieć asa w rękawie w postaci takiej wymówki! ). Więc czekałam. Zadzwonił wybawca, będąc 10 minut drogi od mojego domu. Po tygodniu od wezwania. Dobrze, że w oczekiwaniu na fachowca nie miałam co robić i pilnowałam domu, bo nawet ze spaceru z dzieckiem mogłabym nie zdążyć wrócić na czas. Dobrze też mieć przyjaciół maszyny. Lekarz wezwany do chorego człowieka przyjeżdżający po tygodniu raczej miałby tylko akt zgonu do wystawienia…

I tutaj zaczyna się najlepsze. Pan Fachowiec, po przeprowadzeniu ze mną trzydziesto sekundowego wywiadu odnośnie oczekiwań, jakie przyjaciółka przestała spełniać wyprosił mnie z mojej własnej łazienki i zabrał się za rysowanie podłogi, tytanicznym wysiłkiem próbując odsunąć pralkę od ściany. Chyba mu się w końcu udało, bo zaczął pukać i stukać trzeszcząc przy tym niemiłosiernie. Zaplanowałam sobie, że podczas rozmowy podsumowującej jego działania  podpowiem mu, żeby się wybrał do pulmonologa. Jestem przecież troskliwą kobietą, a on ratuje moją przyjaciółkę.

Po upływie 7 minut (liczyłam), usłyszawszy zachęcające „Pani! Pani tu przyjdzie!” poczułam się zaproszona i niezwłocznie popędziłam do łazienki, z nadzieją wyczekując diagnozy i zaleceń. Jak to mówią w amerykańskich horrorach? „Uważaj, czego sobie życzysz”? No to się doigrałam.

Fachowiec (z wyrzutem): Jak to się stało, ze pani tyle kamienia ma na grzałce, jak pralka jeszcze roku nie pracuje?

 

Ja: Wie pan, ja na jakość wody w okolicy wpływu nie mam.

Fachowiec popatrzył na mnie z takim politowaniem, że aż mi się samej siebie żal zrobiło. Nastąpił wykład odnośnie niewłaściwego używania, nie tylko przeze mnie, ale i przez większość użytkowników pralek. W skrócie:

-woda w pralce podgrzewa się i tak do temperatury niższej niż ta ustawiona w wybranym cyklu prania, więc można bez obaw prać ubrania z metką 30 w 40 stopniach

-ustawianie cyklu prania na 30 stopni nie ma sensu, bo woda i tak wcale się wtedy nie podgrzewa (czyżby pozostałość po poprzedniej ekipie rządzącej i „ciepła woda w kranach dla wszystkich”?)

-a w ogóle to nie wolno prać w niskich temperaturach, bo zimna woda niszczy grzałkę

-jeśli pierzesz i widzisz, że woda w pralce się pieni MUSISZ zmienić proszek/płyn bo detergent do prania nie może się pienić, bo piana niszczy grzałkę

-nie wolno używać proszków z dodatkiem płynu do naczyń (moje ulubione połączenia, cholera. Bo nic tak dzielnie nie zwalcza sudocremu wtartego w ubrania młodszej), bo się będzie pienić, a piana niszczy grzałkę

-długie cykle prania, tylko i wyłącznie. Nie należy wcale używać programów poniżej 2 godzin, bo działanie pralki jest wtedy nieoptymalne a to niszy grzałkę

-płyn do zmiękczania to zło, pobierany do zimnej wody, a nie dość, że zimna woda niszczy grzałkę, to płyn szkodzi bardziej niż zimna woda bo to się klei i nie wypłukuje…

Moje argumenty, że 40 stopni jednak szkodzi moim ubraniom, że proszki do automatów pienią się w automatach i nic z tym nie zrobię do szanownego pana nie docierały. Minę miał jak pracownik socjalny chcący mi odebrać dziecko, bo niewłaściwie z nim postępuję. Na koniec tylko dał papier do podpisu (5 lat gwarancji w pakiecie to przesada, zachęta do niewłaściwego użytkowania sprzętów, przez nieodpowiedzialnych gamoni) i dodał, że jak ja mam takie podejście to pewnie będziemy się często spotykać. I zostawił mnie, osłupiałą, po niespełna 14 minutowej wizycie w moim domu.

Więc, drodzy nieszczęśnicy posiadający i, o zgrozo, użytkujący swoje pralki zgodnie z instrukcją producenta, jesteście w błędzie i robicie to źle. Przykro mi 🙂

I tylko tak się zastanawiam…. Co będzie, gdy ten pan odwiedzi mnie, jeśli zepsuje mi się telewizor?

 

 

Pin It on Pinterest

Share This

FreshMail.pl