Ślubuję, że będę cię bił aż do śmierci

Wiejskie imprezy organizowane w remizach przeżywają swoiste odrodzenie,  wypierając na krótką chwilę te organizowane w wystawnych domach do tego celu stworzonych. Przepych nie pasuje do słomy wystającej z butów i żaden, nawet największy pałac czy też pajac, tego nie zmieni… 

Żeby przypadkiem ten tekst nie został odebrany jako uderzenie pięścią w Polską wieś,  miejsce akcji przeniosę do miasta ukochanego przez Kanta. A więc, zacznijmy wkroczenie w nowy rok od czegoś mocnego niczym wystrzał petardy w ręku kilkuletniego dziecka…

Gdzieś we wsi znanej jako Lublin…

Właściciel pięknego domu weselnego zorganizował sylwestrową imprezę bezalkoholową wartą trzysta pięćdziesiąt polskich złotych, płatne od każdej kochającej się pary. No ale jak to sylwester bez alkoholu?- wykrzyczał Romek. Przecież na ulotkach zamieściliśmy informację- odparł właściciel. To my z Kryśką połowę wsi na mówiliśmy, a tu taki wstyd! Mareczku zwołaj chłopaków pojedziemy moim dźipem uzupełnić zapasy! Romek dorobił się na pierwszej pijalni piwa. Jako jedyny we wsi znał kierownika pobliskiego browaru. Pijalnia ta była nadzwyczaj popularna. W czasach świetności kilkadziesiąt osób oczekiwało tylko po to, by raczyć swe podniebienie perłą wśród piw. Niewątpliwie Romek zawstydzał ówczesnych marketingowców serwując darmową kromeczkę chleba z dużą ilością swojskiego smalcu gratis. Z taką tradycją  sylwester nie może obyć się bez alkoholu. We wsi byłbym skończony pomyślał nasz Romeczek…

Wsiedli i pojechali dźipem po bimber.

Gdy wracali, serdeczny kolega Romka wypowiedział: O kobietach naszych zapomnieliśmy… Na co Romek wyraźnie zaniepokojony odparł: Masz rację. Zajedziemy na jedną ze stacji benzynowych. Weźmiemy zgrzewkę, a może i dwie, czystej. Kobiety sobie drinki zrobią, tak po amerykańsku, a jak im zbraknie to popatrzą jak pijemy. Nim wybiła dwunasta większość osób przy największym sześćdziesięcioosobowym stole była już kompletnie pijana. Wieś się bawi, skacze, śpiewa tylko ten didżej jakby nie wiedział czego chcemy- pomyślał Romek. Pójdę z nim grzecznie pogadać . Ej, frajerze zacznij nam grać to co lubimy, a nie to co się Tobie podoba. Cyganeczkę znasz?- zapytał. Bo to jedną- odparł didżej. No to graj… Chwiejnym lecz imprezowym krokiem przybył do stołu i równie grzecznie oznajmił ukochanej będziem tańczyć.. Nie mam ochoty- odparła Krysia. Oberka zatańczymy, wstydu robić nie będziesz. Zanim Krysia cokolwiek powiedziała, była już deptana i szarpana na środku sali. Suknie mi depczesz. Po stopach skaczesz. Pijany jesteś. Romeczku proszę wracajmy już do domu. Wstyd mi przynosisz!- wykrzyczał Romek. Po czym wyszli razem z Krysią.

Ktoś się bije!

Większość gości zgromadzonych wybiegła zaniepokojona. Trzask, prask, a masz… Po ryju bić nie będę, bo jutro do kościoła razem idziemy- usłyszeli gapiowie. Więcej mi wstydu nie zrobisz.   Romek zostaw- przerwała bijatykę siostra Krysi. Ten spluną pod nogi ukochanej i powrócił do zaproszonych gości. Romeczek dowiedział się, że to didżej przez mikrofon co w ręku trzymał oznajmił, iż ktoś bije kobietę przed lokalem. Taki wstyd, jak ja teraz się na wsi pokażę. Nie minęła godzina a ten sam didżej dostał w pysk od kolegi Romka. Sylwester jest. Bawić się trzeba, a nie kogoś o pobicie żony oskarżać. Po ryju nie dostała, to po co się wpierdalasz- dodał podnosząc zakrwawionego grajka.

Szczęśliwego nowego roku ukochani… To już jest koniec

 

Pin It on Pinterest

Share This

FreshMail.pl