Starość

Dzisiaj kolejny dzień opieki nad dziadem, otwieram drzwi leży… Nie rusza się, już zaczynam się cieszyć zdechł stary śmierdziel,  nic z tego widzę jak rusza oczami. Zaczyna się, zdejmuję z dziada zasraną pieluchę, żeby to była jeszcze mała niemowlęca kupa, gówno jest wszędzie, uda całe zafajdane w fekaliach, odparzenia i odleżyny widoczne są na całym ciele. Biorę się za sprzątanie, kilka szmat nie wystarcza, widzę jak dziad zaczyna płakać, krzyczę nie rycz stary pryku, to ja powinienem płakać muszę sprzątać po tobie!.   Po kilkudziesięciu minutach sprzątania zakładam nowe pieluchomajtki, co za dziadyga! dopiero co skończyłem, znowu się zesrał, o nie leż teraz w swoich odchodach, do następnej wizyty.  Idę po śniadanie, kurwa mój pies nawet by tego nie ruszył, śmierdząca papka… pierwsza łyżeczka trafiła w policzek, akurat dziad postanowił się odwrócić.  Wołam Halinkę trzyma pryka za gębę, mogę teraz spokojnie nakarmić staruszka, gdy już kończyłem dziadyga zaczął wymiotować, uwierz mi rzygowiny dziadygi śmierdzą sto razy bardziej niż moje po ostrej imprezie.

Zawsze myślałem, że starość to złoty wiek. Z wizytą wpadają dzieci przynosząc wesołe wnuki, które na twój widok skaczą z radości, pracując jako opiekun wiem jak bardzo myliłem się, wnuki z obrzydzeniem patrzą na dziadka. Bogata rodzina której starczyło na dom opieki, ma szczęście. Dziś już nikt o dziadzie nie pamięta, tylko kasę przelewają.  Biednych nie przyjmujemy niech plebs radzi sobie z problemami w domu!   głupi dziad był myśląc, że Państwo zagwarantuje mu godną starość.

Nagle słyszę alarm, dziad mnie wzywa, niech poczeka, ja mu nie przeszkadzam. Dzwonek staje się nieznośny, zaczynam krzyczeć z oddali, czego chcesz dziadu! Wchodzę do pokoju dziad dławi się własnymi wymiocinami, w głowie kiełkuje mi myśl, a może niech się udławi, będzie spokój!.  W ostatniej chwili odzywa się iskierka współczucia, obracam dziada wymiociny dosłownie są wszędzie, moje nowe buty, spodnie i koszula, nadają się do wyrzucenia, siedemset złotych w jednym momencie zostało zniszczone, krzyczę Dziadu co zrobiłeś, dawaj obrączkę, przecież jemu już nie jest potrzebna, i tak nikomu nie powie.

Przy kolacji dziad zaczyna rozmawiać, w zasadzie próbuje coś powiedzieć. Przykładam ucho do ust, słyszę jakby wypowiedział „zabij mnie.”.  Chyba się przesłyszałem, dziad chce umrzeć, a może to tylko moja podświadomość.

Wieczorem, budzi mnie ostre charczenie, dziad się dusi. Dzwonię po karetkę, przyjeżdżają, każą mi umyć i przebrać dziada, grożąc, że go nie zabiorą. Wiecie jak ciężki jest stary dziad, musisz być bardzo sprawny fizycznie, aby zaciągnąć żywe zwłoki do wanny, nikt ci nie pomoże. Udało się jestem zmęczony, problem znikł zabrali dziada.

Nad ranem dzwoni telefon.  Bardzo nam przykro ojciec zmarł, proszę o przyjście do szpitala po rzeczy. Czułem wielką ulgę koszmar miną. Po dziadzie została tylko jedna torba, w niej sztuczna szczęka i kartka z napisem „Przepraszam synu, obyś nigdy nie był stary, podpisano kochający ojciec Kant Kantowski”

Obudziłem się ze łzami w oczach, Kant Kantowski to przecież Ja.  Poszedłem do pokoju w którym śpi mój synek, patrzy się na mnie tymi pięknymi oczami,  zaglądam w pieluchę kupa jest wszędzie, uwierz mi jeszcze nigdy nie czułem się tak szczęśliwy podcierając niemowlaka.

Nie wierzyłem koledze, który opowiadał  jak wygląda jego dzień z chorą Mamą, dziś wiem jak ważna jest edukacja od najmłodszych lat, mój skarb musi być świadomy co może go czekać jak będę stary.  Szkoda, że szkoła nie wprowadziła żadnego programu edukującego dzieciaki.  Na starość żyło by się wszystkim łatwiej.

Pozdrawiam,

Kant Kantowski 

Pin It on Pinterest

Share This

FreshMail.pl