Podczas ostatnich garażowych spotkań wspomniałem szwagrowi o prowadzeniu bloga, a z racji spożywanych wysokoprocentowych produktów zagryzanych chlebkiem ze swojskim smalcem i ogórkiem kiszonym, nie pamiętam  momentu, w którym to zrobiłem. I tym bardziej dziwię się jakim cudem szwagier zrozumiał a nawet zapamiętał adres bloga…

press-1015988_1280 

Wszyscy bogacze tego świata zaczynali swoje podboje w garażu, więc zrozumiałym jest dlaczego wspólnie ze szwagrem upodobaliśmy sobie jego garaż, w którym zaczynamy i kończymy wszystkie spotkania… Jak zawsze pewnym krokiem przeszedłem podwórko witając się z bezimiennym psem- według szwagra jest bezdomnym burkiem, który kiedyś przyszedł i już został-Bezimienny. W podziękowaniu obszczekiwał każdą osobę wchodzącą na działkę. Symbioza pomiędzy psem i nowym właścicielem została przerwana w momencie śmierci jednego z nich… Jednak nawet brak Bezimiennego nie jest powodem bym zapomniał o jego istnieniu, tym bardziej, że szwagier nadal przynosi jedzenie pod pustą budę licząc na przyjście kolejnego bezdomnego burka.

Wejdźmy dziś do środka…

Powiedział szwagier wskazując na dom -powiem wam szczerze, że byłem przerażony… Zauważyłem jeszcze jeden brak, w miejscu, w którym zazwyczaj znajdowały się króliki było pusto, co mogło oznaczać tylko urodziny szwagra lub jego wybranki. Gdyby urodziny miał szwagier dałbym mu butelkę czystej z którą przyszedłem, jednak wszystko komplikowało się w przypadku urodzin jego wybranki- musicie przyznać, że butelka wódki podarowana kobiecie byłaby wielką pomyłką zwłaszcza, że obdarowywana osoba jest abstynentką.

Na szczęście powodem przejścia do domu był ten blog, a w zasadzie komentarz jaki napisałem pod tym wpisem.

Nie wiem dlaczego, lecz jak wspomniałeś o dwóch jabłkach automatycznie myślę o szwagrze 🙂 uwielbiam jego czystą… Zamykamy się w garażu, za stół służy nam dach jego samochodu… Dwa kieliszki, ogórki kiszone, chleb i smalec ze skwarkami. Coś pięknego…

Napisz coś o mnie…

Zasugerował jednocześnie, że komentarz to za mało… Napiszę o naszym dzisiejszym spotkaniu – odpowiedziałem. Nie przewidziałem tylko jednego. Następnego dnia zawsze jest wielki kac, który dopada także blogerów, tym bardziej tych, którzy przez ostatni czas unikali alkoholu. Przejdźmy jednak do samego szwagra, który jest gościnny do tego stopnia, że nawet jakby podczas imprezy myślał tylko o jednym -Idźcie wszyscy już do siebie, jestem zmęczony i chcę spać- nie wygoniłby swoich gości. Tym bardziej Kanta, który  gadał tak długo, że nie zauważył kiedy szwagier zaczął przysypiać. Miał do tego prawo w końcu dawka procentów jaką przyjął powaliłaby nawet słonia. Tylko szwagier nie jest słoniem, więc powód jego senności mógł być tylko jeden, ciągle gadający Kant… Postanowiłem to sprawdzić zadając najgłupsze pytanie z możliwych: szwagier śpisz już?  Nie, myślę o Bezimiennym- odpowiedział, po czym wstał zabierając resztki ze stołu i zaniósł wszystko pod budę…

Bezimienny wróć

Podczas krótkiej nieobecności szwagra zdałem sobie sprawę ze swojego zakłamania, potępiam wszystkie przejawy znęcania się nad zwierzętami wcinając jednocześnie schabowego ze świnki, nad którą na pewno ktoś się znęcał zanim trafiła na mój talerz, a przecież świnia jest takim samym zwierzęciem jak bezimienny. Kupując wędlinę nie myślę o żywym zwierzęciu, dostrzegam tylko kawałek mięsa wypierając jednocześnie ze świadomości myśl jakoby kiedyś ten kawałek był żywą istotą przemierzającą zielone polany.  Zachowuję się tak jakby masarnie były sterylnymi laboratoriami w których naukowcy tworzą próżniowo pakowane kawałki mięsa. Być może obraz człowieka w zakrwawionym fartuchu stojącym z siekierą nad świnią nie pasuje do Kantowego światopoglądu. Przecież  jesteśmy czymś więcej niż tylko kawałkiem mięsa… Niestety nie mogłem podzielić się swoimi przemyśleniami, bo we wszystkim przeszkodziła ukochana, która od dłuższego czasu dzwoniła na telefon wybranki szwagra jak możecie się domyślić, dwie rozzłoszczone kobiety nasze, żony z dodatku, to przepis na tragedię…

O szwagrze mógłbym pisać w nieskończoność przypisując jemu jak i bezimiennemu bohaterskie zasługi, tylko wtedy musiał bym skłamać… Jak się możecie już domyślać szwagier nie tęskni za bezdomnym psem- tak naprawdę to chyba go nawet nie lubił.  Po prostu chce udomowić kolejnego bezimiennego odwiedzającego wieczorami jego posesję. Oczywiście o wiele prościej byłoby pojechać do schroniska jednak według szwagrowskiej teorii tylko psy z ulicy będą w stanie przegnać lisy przychodzące pod osłoną nocy. Teraz już wiecie dlaczego miejsce w którym zazwyczaj jest kilka królików było puste, szkoda bo naprawdę lubię pasztet zrobiony przez szwagra 🙂

Pin It on Pinterest

Share This

FreshMail.pl