Ty łobuzie…

kindergarten-504672_1280

Miałem szczęście żyć w czasach w których nie było galerii handlowych, a problem z dzieckiem kończył się na ilości czerwonych pasów jakie pozostawiały narzędzia wychowawcze.

Dzisiaj dzieciństwo wygląda zupełnie inaczej, nie masz modnych ciuchów i najnowszego produktu z pod szyldu nadgryzionego jabłka, jesteś nagradzany mianem biedaka.   Jako mały „Kant”  mogłem założyć dowolne spodnie przetarte na kolanach od grania w kapsle, majtki które odziewałem niejednokrotnie były dziurawe jak ser szwajcarski, a skarpety stały w pionie pod łóżkiem imitując buty.

Starsi obywatele społeczeństwa nazywali nas „łobuzami” bo kradliśmy jabłka z okolicznych ogródków, które spożywaliśmy kopiąc piłką o elewację bloku. Policja nie reagowała, tłumacząc, „proszę pani to są tylko dzieci, pokopią i przestaną”. Byliśmy także czyścicielami trawników z psich odchodów,  wiecie brało się taki wytwór metabolizmu i detonowało petardą na środku placu zabaw.   Saletra i cukier służyły nam jako osłona dymna, po złączeniu kilograma saletry i  trzystu gram cukru, czuliśmy się jak na prawdziwej wojnie, dym był wszędzie, skutecznie utrudniał życie społeczeństwu.   Chrabąszcze łapaliśmy w słoiki po ogórkach, aby wypuścić wszystkie w windzie należącej do znienawidzonej ludności z wieżowców.  Na okolicznych łąkach kopaliśmy ziemianki wielkości średniego pokoju,  aby następnie w ukryciu przed rodzicami oglądać gazetki z gołymi babkami.  Wrednym starym babciom rzucaliśmy jajkami po oknach, by na święta uciekać od ich dzieci które wyprowadziły się i mieszkają gdzieś w wielkim mieście Warszawa czy jakoś tak.

Kiedy zapadał zmrok każdy słyszał wołanie z balkonu informujące, że ojciec już wrócił i trzeba wracać do domu.   Z mamą było inaczej, zawsze krzyczeliśmy jeszcze „piętnaście minut” lub ” gruby jeszcze może zostać”. Do szkoły podążaliśmy zwartymi grupami ustalając, co będziemy robić po lekcjach.

Szukając kolegów nie używałem telefonu, wiedziałem że gdzieś są i tylko kwestią czasu jest kiedy powiem „Siema, co robiliście”.  Dzisiaj poszukiwania znajomych skupiają się na odnalezieniu serwera na którym grają w counter-strike.

Każdy jeździł na motorynce sąsiada, przemierzając bezdroża z szeroko uśmiechniętą gębą. Wywrotka była czymś normalnym, a poparzone łydki od rozgrzanej rury wydechowej nie robiły na nikim wrażenia.

Pamiętam jak jeden ze starszych kolegów, wywrócił się na rowerze, zaczął drgać, a jego oczy wywróciły się na drugą stronę, przechodnie wiedzieli co robić, i kto jest matką tego nieszczęśnika, po kilku dniach oczywiście dalej widziałem go na swoim wigrusie, wypadki były czymś normalnym i nikt nie robił z tego wielkiej awantury.  Nikt nie pytał „gdzie byli rodzice” bo każdy wiedział. Złamana ręka lub noga była tylko przykrym wspomnieniem, ile razy to spadaliśmy z gałęzi wysokich drzew.

 Podsumowaniem tej całej historyjki będzie stwierdzenie „Na tych podwórkach nikt się nie bawi!”   i zdjęcie które odnalazłem na profilu  https://www.facebook.com/pmdekipa, osoby które znudził ten tekst mogą na samym dole posłuchać fajnego kawałka.

podwórko

 

 

 

Przypominam że ten blog, bierze udział w konkursie na blog roku   możesz oddać głos sms i przy okazji pomóc charytatywnie

Koszt sms 1,23 dochód idzie na fundacje Dzieci niczyje

Możesz też przeczytać wpis o stresowym wychowaniu klikając tutaj

 

Pin It on Pinterest

Share This

FreshMail.pl