Kiedy siadam do komputera i zaczynam dziś dla Was pisać, w jednej chwili zdaję sobie sprawę, że w głowie słyszę myśli zupełnie inne od tych, które planowałam tu zapisać. Miało być miło, lekko i przyjemnie, o goździkach i rajstopach. I czekoladkach z likierem. Ale od rana cały czas wracam myślami do informacji o wczorajszej MANIFIE organizowanej przez Porozumienie Kobiet 8 Marca. I jakoś nie do końca mogę się otrząsnąć z oburzenia. Nie, nie tym, jak ktoś mógł wyjść na ulicę z hasłem „aborcja” niesionym na transparentach. Oburza mnie obraz jaki mi się wyłonił po przewertowaniu kilkunastu stron internetowych, zarówno tych za i przeciw, wysłuchaniu wywodów idiotów, którzy, nie wiem jakim cudem zostali politykami, rzekomo reprezentującymi mnie, Polkę. Jutro Dzień Kobiet więc również i moje święto. Ale chciałabym zamiast kwiatów przystrojonych hipokryzją, składanych u mych stóp, w prezencie dostać odrobinę więcej szacunku.

Kto nie widział czy nie słyszał o plakatach, w makabryczny sposób przedstawiających wyabortowane płody, ustawianych na rynkach, placach, a głównie pod kościołami? Ja tylko słyszałam i widywałam zdjęcia. I zastanawiam się jak miałyby one działać na podejmowane przeze mnie decyzje. Bo na wyobraźnię działały na pewno, tylko nie koniecznie u tych, do których miałby być adresowane.

W kościele proboszcz grzmi z ambony jakie to zbrodnicze akty, ta aborcja, antykoncepcja, czy tabletka „po”. A żaden z panów w sutannach nie wydaje się być znawcą faktów, badań medycznych, które z fali bzdur zalewających internet wcale nie tak trudno byłoby wyłuskać. Głoszą swoje poglądy w sposób, który przeinacza i nagina prawdę, zmieniając ją nie do poznania…. I tak słuchając nie raz jednego z drugim, odnoszę wrażenie, że zamiast u ginekologa powinnam się stawić w konfesjonale. Jakie to potwory, my kobiety, które niczym Hitler chcemy się pozbyć tego co chore, zabijamy dla własnej wygody, dla kariery, z lenistwa. W innym gaju z kolei krzyk podnoszą kobiety, które dzieci mieć nie mogą. Sypią obelgami w stronę tych postulujących aby każdy zdolny do samodzielnego podejmowania decyzji mógł je podejmować, żeby miał wybór. Bo one by chciały dzieci mieć, a nie mogą, że darem wielkim jest mieć dziecko, nawet chore.

Jesteśmy narodem statystycznie katolickim. Państwo ponoć mamy świeckie, ale politykę odłożę na bok. Chcę się cofnąć w czasie. Do szóstego dnia stworzenia, w którym Bóg stworzył mężczyznę i kobietę. I dał im coś, co Kościół i „prawdziwi katolicy” w naszym kraju tak mocno dziś chcą ludziom odebrać. Wolną wolę. To co według Biblii odróżnia nas od zwierząt, co czyni nas Bogu podobnymi. Dał nam prawo wyboru już pierwszego dnia naszego istnienia. Cała nasza wiara w Boga i jego dla nas istnienia miała swój początek tamtego właśnie dnia i jest, przynajmniej z mojego punktu widzenia, początkiem i fundamentem.  A wolna wola? Jest prawem wyboru, prawem do popełniania błędów i ponoszenia za nie odpowiedzialności, bez względu na to czy przed sądem ludzkim czy ostatecznym.

Nie powiem Wam, co by było gdybym ja… I tu wstawcie sobie dowolny przypadek życiowy, kiedy jestem w ciąży, ale… Nie mam prawa do gdybania, narzucania komuś innemu przez siebie wyznaczonej ścieżki. Nie mam prawa widzieć cudzego życia przez pryzmat moich przekonań, sytuacji i osobowości. Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie, nawet gdybym je sobie sama sobie zadała, bo i tak nie umiałabym odpowiedzieć. Czyli, że co, że nie wiem czy wierzę czy nie wierzę, czy chcę obrony życia czy nie? Nie byłam i zdaje się, ze już nigdy nie będę w sytuacji, w której mogłabym rozważać przerwanie ciąży. A tylko i wyłącznie w takim momencie miałabym prawo odpowiedzieć. Dopiero wtedy mogłabym wiedzieć czym kobieta może się w takim momencie kierować. Dopiero wtedy wiedziałabym co może czuć i dlaczego. Nie istotne czy byłaby to wpadka czy ciąża w wyniku gwałtu, bo przecież i do donoszenia takiej w tym kraju chcą zmuszać kobiety; czy chodziłoby o zdrowie tego, który we mnie miałby rosnąć czy ryzyko utraty mojego własnego.

Kobieta w sytuacji podbramkowej znajduje się wtedy, kiedy uważa, że w takiej sytuacji się znalazła, nikt lepiej od niej samej nie będzie wiedział.To ona chciałaby dokonać wyboru. Bo tylko ona i ojciec dziecka będą wiedzieli czy dadzą radę czy nie.  Bo nie wie tego ksiądz, pan senator czy pani poseł.

I jeśli stwierdzę, że rady nie dam, nie chcę się skrobać w podejrzanym gabinecie w blokowej piwnicy. Nie chcę przywracać miesiączki tabletkami z internetu. Nie chcę zadłużać się na lata by mieć pieniądze na wyjazd po legalny zabieg za granicę. Chcę bezpieczeństwa dla siebie i swoich bliskich. Chcę żywej i zdrowej matki dla narodzonych już dzieci.

„Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni” (Ewangelia wg św. Łukasza 6, 37)

„A ty kimże jesteś, byś osądzał bliźniego?” (Jk 4, 12)

Więc jeśli dane mi od Boga decydować o sobie, to nikt, żaden człowiek nie ma prawa robić tego za mnie. Bo nikt poza mną konsekwencji nie poniesie. Nikt nie będzie za mnie żył z konsekwencjami podjętej decyzji.

Tylko ja.

 

Pin It on Pinterest

Share This

FreshMail.pl