Rano wstajesz i na pełnym gazie zapierdzielasz budzić dzieci do szkoły, szykujesz mężowi kanapki do pracy, drugie śniadania dzieci pakujesz do modnych  „lanczboksów”, jedną ręką nalewasz małżonkowi świeżo parzoną kawę, drugą odganiasz kota od miski, żeby móc z pojemnika trzymanego w zębach nasypać mu żarcia właśnie do niej zamiast na głowę, po czym biegniesz sprawdzić stan owinięcia szalików, naciągnięcia czapek i nieskazitelność wiązania krawata, po drodze naciągając rajstopy na własne nogi, pakując torebkę i szukając kluczyków do swojego samochodu, telefonu męża i narzucając na plecy kurtkę zatrzaskujesz za sobą drzwi. I masz już w głowie zrobioną listę zakupów, plan na obiad i pomysł na nową pozycję w łóżku do wypróbowania kiedy już dzieci pójdą spać. A to wszystko jeszcze zanim wybrzmią ostatnie dźwięki łomotu drzwi uderzających o futrynę…

Niech mnie szlag, błyskawica i jasna cholera jeśli to nie jest scenariusz jakiegoś pieprzonego filmu fantasy. Takie rzeczy się nie dzieją i wie to każda kobieta mająca i męża, i dzieci, i dom. Ale gdzie by się nie obejrzeć, wszędzie ktoś daje przykłady, że właśnie tak się da, trzeba się tylko zorganizować. GÓWNO PRAWDA!

Jakaś młoda mama, w telewizji śniadaniowej, pełnym makijażu, z wypielęgnowanymi dłońmi (kurwa, jak ona daje radę zmieniać pieluchy z centymetrowymi paznokciami!?) mówi jakie to jej życie piękne i o ile bardziej spełniona się czuje odkąd robi szaliki z podartych koszulek. A Ty zaraz odstawiasz od cyca swoje obrzygane dopiero co niemowlę, biegniesz do szafy, sprawdzasz, która z „motywujących” koszulek już cię nie motywuje i  oczami wyobraźni już widzisz siebie we własnoręcznie zrobionym szaliku.

Kolejna matka, tym razem blogerka, uśmiecha się do Ciebie z porodówki. Właśnie wrzuciła na fejsa zdjęcie, po świeżo „skończonej robocie”, która musiała obejmować nie tylko poród ale i makijaż, bo wygląda niemal tak dobrze jak ty na zdjęciach, tych retuszowanych i obrabianych, z własnego wesela.

Potem śmieje się do Ciebie wygimnastykowana pani gimnastyczka i mówi, że z nią schudniesz, że to możliwe. A Ty, znów używając wyobraźni, widzisz jak rozstępy na tyłku znikają, blizna po cesarce naprawdę wygląda jak uśmiech, który nie będzie wyglądał zza dopasowanego idealnie bikini….

Gówno prawda. Ta pani od paznokci (cały czas mnie zastanawia zmiana pieluch), pani z porodówki czy pani gimnastyczka naprawdę mają być lepsze ode mnie? Bo mąż kanapki szykować musi sam? Bo nie wybiegam codziennie rano do pracy w szpilkach wyższych niż moje nogi długie? Bo nie ćwiczę 3 seriami po 20 powtórzeń?  Bo ostatnią rzeczą jaką własnoręcznie zrobiłam a nadawała się do czegokolwiek była lauraka na dzień mamy ponad 20 lat temu? Bo po ostatnim porodzie, zamiast natychmiast robić sobie zdjęcia kazałam mężowi spadać a sama poszłam spać, wdzięczna, że przez te kilka najbliższych  godzin jeszcze dadzą mi spokój?

Odetchnij.

PS> kiedy ja daję żreć mojemu kotu, ten najczęściej dostaje chrupkami w głowę 🙂

Pin It on Pinterest

Share This

FreshMail.pl