Zasrane poniedziałki…

Poniedziałki to największe utrapienie w dolinie ziemniaka, gdzie kultura zostaje za drzwiami sklepu, a hasło „Lublin miasto inspiracji” nabiera zupełnie innego znaczenia.

puppy-1022421_1280

Krocząc staram się nie zawadzać innym uczestnikom ruchu pieszego, jednak nie wszyscy preferują takie rozwiązanie, przed samym wejściem do sklepu następuje przywitanie barkiem z jakimś dzieciakiem u którego proces mutacji nie wystąpi przez najbliższe dwa lata, z zachowania bardziej przypomina szympansa podczas godów, rozsądek podpowiada kastracje osobnika, jednak wierzę w resocjalizację młodzieży, postanawiam ruszyć dalej niewzruszony.

Gdzie są kamery.

Wchodząc dostrzegam pustki przy kasach, co skłania Kanta do szybkich zakupów, jeszcze tylko ptasie mleczko i spacer z Johnym w kierunku kas, gdzie mogę poczuć się jak główny bohater Truman Show. W ciągu jednego ułamka  sekundy, sklepowe kasy zostają zaludnione, przecież nikogo w sklepie nie było, rozglądam się w poszukiwaniu kamer i mikrofonów, być może gdzieś za półką chowa się Szymon Majewski, który zaraz wyskoczy z Mamy cie!.  Jedyne na co mogę liczyć to otworzenie sąsiedniej kasy, do której  jako pierwszy wpycha się ostatni kartofel w kolejce, patrząc na jego wyraz twarzy można odnieść wrażenie, że wpisał jakiś magiczny kod pozwalający na przeskoczenie kilku osobników bez większego wysiłku, przecież nie będę stał bezczynnie gdy ktoś oszukuje w grze zwanej kolejka do kasy. Wypowiedziane „Przepraszam, to że została otworzona druga kasa, nie oznacza, że kolejka nie obowiązuje”- zazwyczaj wystarcza, by wszyscy zajęli odpowiednie pozycje wyjściowe, jeszcze tylko krótki komentarz najstarszego osobnika „Panie, zostaw pan młodego, on się jeszcze napracuje” i w ten o to sposób kartofel wszedł bez kolejki.

Daleka droga.

Nie wiem jak jest w innych miastach, lecz w kozim grodzie chodnik służy również jako wychodek, dla wszelakiej maści psów… I tak o to skocznym krokiem razem z dzieckiem omijaliśmy kolejne kupy, jedna była tak wielka, że zastanawiałem się czy mógł ją pozostawić właściciel czworonoga… Syn z uwagi na młody rocznik, bardzo nieumiejętnie stawia swoje kroki, co skutkowało potknięciem, w ostatniej chwili niczym ochroniarz prezydenta rzuciłem się na zasrany chodnik- spełniłem swój ojcowski obowiązek- jak  już wspomniała Edyta na facebooku, zostałem gównianym ojcem… Teraz najlepsze, pamiętacie tego dzieciaka z kolejki, nigdy nie pozwalajcie, by ktoś wyszedł  ze sklepu przed wami-  tylko winni uciekają- a ten dzieciak biegł tak szybko, że chyba  zapomniał o psie, którego ciągną za sobą po chodniku, przy okazji  pozbierał nim większość kup. Starszy pan miał rację, mówiąc „on się jeszcze napracuje”, miłego mycia pupila…

 

 

 

 

Pin It on Pinterest

Share This

FreshMail.pl